Piwne Freaki Raduga Witbier

Romskie wakacje

Romskie wakacje

Bo tyyytuł to jest potęga, tyytuł najlepszy jest.

Przyśpiewując kibicowską śpiewkę muszę się z nią całkowicie zgodzić. Zobaczcie. Dzięki zgrabnemu doborowi słów bez większych problemów mógłbym przemycić do tego wpisu pracę magisterską studentki wydziału socjologii i nauk społecznych traktującą o naszych cygańskich przyjaciołach. Mógłbym pisać równie dobrze stronę z pamiętniczka, w którym to wspominałbym jak podczas pracy zarobkowej w Holandii zdarzyło mi się zostawić co nieco płynów ustrojowych na namiocie tychże cygańskich przyjaciół, co skończyło się międzynarodową draką i niemałą bijatyką.

Mógłbym pisać o powyższych, ale swego czasu przykleiłem sobie do monitora małą, żółtą karteczkę z napisem: „kochasz Szyszki za piwo”. Ta karteczka każdorazowo przypomina mi o dwóch sprawach. Pierwsza, to atak kamicy nerkowej sprzed dwóch lat. A druga, że Szyszki są blogiem ukierunkowanym na piwo, więc poniższy wpis będzie o piwie.

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest najnowszy wypust browaru Raduga o dźwięcznej nazwie Roman Holidays. Oczywiście, jako pierwsze nasuwa się skojarzenie o Romanie, który to na wakacje jeździł jako opiekun młodych harcerek, by bawić się z nimi w doktora, ale jest jedna rzecz, która to nie pozwala tej myśli rozwinąć się bardziej w mojej głowie. Okazuje się, że czytają nas również osoby, którym się wydaje, że my piszemy tak na serio. Mało tego, osoby te potrafią zwrócić nam uwagę w stylu: „Przecież to piwo nawiązuje nazwą do słynnego filmu z piękną Audrey Hepburn w roli głównej”. Do końca życia pozostaniemy wdzięczni za takie uwagi, gdyż dzięki nim upewniamy się, że wiedzieliśmy co pijemy w momencie picia, jednak pozostaniemy przy konwencji: „co się skojarzy pijąc piwo, opisz z przymrużeniem oka, gdy już wytrzeźwiejesz”. Takie podejście powoduje co prawda komplikacje, bo wszyscy co to czytają są pewni, że jesteśmy mocno pojebani. Ale z drugiej strony, za dużo na blogerskim padole przynudzaczy, sucho opisujących fakty. Przynudzacze osiągnęli niedościgniony już poziom i nawet nie próbujemy stawać z nimi w szranki. Wolimy na spokojnie pisać swoje dyrdymały licząc, że ktoś to zechce czytać, przy okazji dowiadując się kilku rzeczy o piwie.

Mając za sobą wstęp zajebany żywcem z listu motywacyjnego do Dziennika Wszechpolskiego przejdźmy w końcu do piwa, bo jest o czym pisać. Po wlaniu do szkła znów na myśl przychodzi Roman od harcerek, czyli taka niby cicha woda, co to dopiero po czasie pokazuje prawdziwe oblicze. Pianą Roman nas nie obdarza, bo pianą nie nazwę półcentymetrowej obrączki na powierzchni piwa. Ale piana, jak się okazuje to dopiero wstęp do prawdziwych emocji związanych z tym piwem. Pierwsze emocje buchną w nas wraz ze zbliżeniem się nosem do szkła. Mamy tutaj bardzo fajny miks czekolady, pomarańczy i kolendry. Świetne połączenie, choć, jak ktoś nie ma skoków cukrzycowych to mógłby uznać, ze zapach jest zbyt słodki. Mi podszedł, bo piwo ma w zapachu coś niecodziennego, a tego w crafcie szukam. Smak za to pasuje bardzo fajnie do ciemnej, lekko przejrzystej barwy kojarzącej się bardziej ze stoutem, niż witbirem. Każdy łyk zaczyna się słodko, bo po chwili podraznić nam kubki smakowe lekką kwaśnością palonych słodów. Jednak nad słodko kwaśną bijatyką góruje delikatność kolendry, co sprawia, że piwo jest dość lekkie w odbiorze. Goryczkę opisałbym raczej jako niską, więc nie będziemy się nad nią rozczulali. Raduga nie zwalnia tempa i pomimo nazwy, która może kojarzyć się różnie uwarzyła kolejne świetne piwo. Polecamy każdemu.

Aaa. Zapomniałbym. Pijcie to piwo cieplejsze niż zimniejsze. Zyskuje przy ogrzaniu.

_DSC0706-2

Browar: Raduga

Styl: Wit

Wysokość ekstraktu: 13,1

Zawartość alkoholu: 5%

IBU: 

Barwa: Brunatne. Dość przejrzyste

Temperatura: Zbyt mocno schłodzone

 

avatar
Napisane przez

Majk