Piwne Freaki Podgórz Porter Bałtycki

Podgórz 652 m.n.p.m.

Podgórz 652 m.n.p.m.

Są dwa rodzaje ludzi i wbrew pozorom ich podział jest bardzo skomplikowany. Są ludzie, co to dostają drgawek na myśl, że mogliby spóźnić się do pracy o 20 sekund. Są też tacy, którzy wchodzą do roboty półtorej godziny spóźnieni i z uśmiechem od ucha do ucha rzucają napotkanej po drodze sekretarce prezesa propozycję wyskoczenia na kwadransik na fajeczkę do palarni. Idąc tym tropem. Są na świecie ludzie, którzy tną na strzępy jedną ze swych flanelowych, ulubionych koszul . Wszystko po to, by z chirurgiczną precyzją wypolerować każdy centymetr kwadratowy swego Deawoo Lanos. Ludzie tacy zwani są często „zapychaczami”, a to dlatego, że zapychają całą kolejkę do myjni automatycznej pod Biedronką. Swego polerniczego czynu, dokonują zawsze na stanowisku. 3 minuty mycia za 3 złote. 45 minut chirurgicznej polerki całkowicie za gratis. Jedyną ceną jest wysłuchiwanie mniejszych lub większych obelg tych z kolejki do myjni. W opozycji do chirurgów, czyścicieli stoją tak zwane „Dupy”. W brew pozorom, w 99% przypadków są to mężczyźni, a nazwa ta pochodzi od namalowanego palcem na masce auta słowa „Dupa”. Może być też „Brudas”, a w najgroźniejszych dzielnicach miast spotkać możemy również (o zgrozo) malunek prącia męskiego.

Tym przydługim i głupim, nawet jak na ten blog, wstępem chciałem wprowadzić Was do tematu różnych ludzi, bo jak się okazuje różnych ludzi możemy spotkać także w piwnym światku. Prosty przykład, to nasza sąsiedzko blogowa dwójka. Misio vel Jarosław Kopacz, znawca piwa, bajkopisarz o pięknym, czarującym głosie. Można by rzecz, człowiek idealny, lecz olbrzymią rysą na jego wizerunku jest to, że jada wyłącznie ziemniaki z cebulą i smalcem. Z drugiej strony stoję ja. Majk, czyli człowiek o ksywie słabej, by wymyślonej w trzy sekundy podczas czytania fejsa na kiblu. Smakosz, lecz z wiedzą piwną na poziomie swego chrześniaka, co to kupuje Perłę na podrabianą legitymację szkolną. Można by ryzykować stwierdzenie, że jesteśmy z innych światów, ale nie jest to prawdą. Po pierwsze ja też zagryzam cebulę ziemniakami, a po drugie, obaj wpieprzamy kebaba jak nikt nie widzi.

Po tej krótkiej autopromocji, wypada przejść do rzeczy, bo rzecz jest niewąska. W bardziej poważnym świecie piwa są również różni ludzie. Są tacy, co to wypuszczają osiemnaście miliardów nowych piw na tydzień. Każde identyczne, a zmienia się tylko nazwa jedynego chmielu na etykiecie. Są też ludzie, którzy w ciszy, spokoju, sześciuset pięćdziesięciu dwóch metrach nad poziomem morza robią swoje. Robią na przykład Porter. Odkładają go na całe wieki. Zamrażają majątki w tankach leżakowych. Wszystko po to, by piwoszom oddać piwo na najwyższym światowym poziomie. Nie. Na poziomie, który poziom światowy przewyższa. Porter, dajmy na to. Świetny. Ułożony. Mistrzowski porter bałtycki. Pachnący może nie nadzwyczajnie, ale za to smakujący po mistrzowsku. Ambrozja w postaci deserowej czekolady. Bombonierki z najwyższej półki i nie będzie to półka w żabce. Ciemnego chleba i suszonych owoców. Orzechów. W każdym łyku porter obdarza nas czymś nowym. Czymś, czego w łyku poprzednim nie było. Nie będę się rozpisywał. Piwo jest genialne. Jedno z lepszych jakie piłem w życiu.

avatar
Napisane przez

Majk