Piwne Freaki Piwojad Wędzonki

Browar Piwojad. Suska

Browar Piwojad. Suska

Debiuty bywają trudne. Pamiętam jak dziś pierwsze odcinki „Na dobre i na złe”. Gośka F. Uwierzcie, nie sprawiała wtedy wrażenia super ekstra laski z TVN. Teraz też nie sprawia, ale wtedy to i Maserak kijem by nie dotknął. Podobnie było z Małgosią K. w serialu „M jak miłość”. Początki też różowe nie były. Akurat w tym serialu, pamiętajmy, że i koniec też nie był za ciekawy. Małgośkę zabiły kartony, ale nie o tym. Po trudnych początkach Gośka K. rozbija się dziś pięknym Suv’em w najnowszej produkcji serialowej. Co prawda w drugim odcinku zdegradowali ją na szczotę w szpitalu, ale wiecie. Odbuduje się. O czym ja miałem pisać? Aaa… o debiutach. Chciałem napisać, że początki mogą bywać trudne, ale czy tak jest zawsze?

Stoi przede mną debiutanckie piwo z Browaru Piwojad. Sama nazwa browaru budzi we mnie dziwne skojarzenia. Zarówno glonojad, jak i mrówkojad, o którym tu chyba mowa kojarzą mi się raczej ze zwierzakami niezbyt miłymi. Co tu ściemniać, oba gatunki kojarzą mi się raczej z typami, co to wbiwszy się do Was niby po łyżkę cukru, opierdolą Wam trzy czwarte kiełbasy z lodówki. O ile ładniej na etykiecie prezentowałby się mały kociaczek lub słodki miś panda. Pandojad. Też słabo. Zostawmy to. Jest Piwojad i .. mi do tego.

Piwo nie ma piany i wygląda jak woda w rzece po powodzi. Albo z kałuży. Takiej kałuży, co to utworzyła się na drodze dojazdowej na wiejski festyn. Oczywiście festyn odbywa się w rejonach bogatych w czarnoziemy, bo piwo jest raczej brunatne, ciemne. Błotniste jednak niemiłosiernie. Jako znany wszem i wobec łakomczuch, woda z kałuży nie zrazi mnie to wypcia piwa. Tym bardziej, że piwo pachnie naprawdę fajnie. Jest tutaj, słodki, palony karmel. Ale nie on jest tu gwiazdą. Zdecydowanie nie. Robotę w zapachu robi dym. Dym z wędzenia. Wędzenia śliwki. Suski. Sama śliwka też tu jest, ale bardziej w smaku niż aromacie.

Przeprowadzony przez śliwkę z krainy aromatu, do krainy smaku napiszę, że tutaj też nie jest źle. Spodziewałem się piwa bardziej pełnego, jest trochę wodniście, ale to w zasadzie jedyna rzecz, do której można się czepić. Nie czepiam się wcale. Jest jak jest, bo źle nie jest. Piwo jest nisko nasycone co mi bardzo pasuje. W smaku mamy czekoladę, palone słody, lekki karmel, ale przede wszystkim dym. Dym i wędzoną śliwkę. Posmak dymu zostaje nam w podniebieniu jeszcze długo po każdym łyku. Jak po prawdziwej śliwce. Świetnie. Bardzo smakowicie. Przypadło mi to piwo. Śliwka zrobiła tutaj świetną robotę. Debiut lepszy niż Gosiek co to z jedną Maserak „tańczył”, a drugą kartony zabiły. Fajnie. Czekam na kolejne piwa od Pandojada.

avatar
Napisane przez

Majk