Pils Piwa codzienne

Browar Osowa Góra. Bydgoskie Sesyjne Pils.

Browar Osowa Góra. Bydgoskie Sesyjne Pils.

Znów zachciało mi się pisać. Musiałem kilka dni odpocząć. Od piwa. Od pisania. Od pisania bardziej niż od piwa, ale wiemy jak jest. Wracam, bo na odpoczynku zdarzyło mi się wypić piwo, które zrobiło na mnie spore wrażenie. Piwo nazwałbym rzemieślniczym podejściem do Pilsa. Stylu raczej nudnawego, choć nie ukrywajmy, jednego z najbardziej pijalnych na świecie.

Całe lata jeżdżenia korporacyjnymi walcami. Całe lata wyjaławiania mózgów piwnych piwoszy. Całe lata przyniosły niemałe spustoszenie. Masy chcą pić i piją bezsmakowe piwa w ładnych buteleczkach, o ładnych kapslach. Ale to trochę tak jak z dziecięcą pieluchą. Często okazuje się, że pod ładną przykrywką znajdziemy słabe i brzydkie gówno. To gówno właśnie sprawiło, że często słowa Pils lub Lager wśród większości ludzi nie budzi żadnych emocji. Oczywiście prócz emocji wielkiego uniesienia po spożyciu kilku takich „smakołyków”, ale umówmy się. Nie o takie emocje przy piwie nam chodzi.

I trafiłem na takie piwo, co jest Pilsem, a emocji w nim nie brakuje. Bydgoskie Sesyjne. Nazwa ładna. Na pewno dobrze kojarzy się studenciakom, co to zaczynają walkę o byt. Się nie chciało zakuwać w normalnych terminach, to kampanię wrześniową czas zacząć. Kampanię sesyjną z dreszczykiem w tle. Mi też się nie chciało nigdy. Na Polibudzie studiowałem, a jak wszyscy wiemy Polibuda to nie uczelnia. Polibuda to stan umysłu.

Wracając do piwa. Przelane do szkła wygląda wzorcowo. Jest złociste, z ładną czapą szybko opadającej pianki. W zasadzie tylko lekka opalizacja może zdradzać nam, że mamy tu do czynienia z Pilsem rzemieślniczym. Tuż za pierwszą zdradą idzie druga, bo zapach zdradza, że tu będzie się działo. Chmiel. To on tutaj rządzi. Czeski Saaz. Kwiaty, zioła, trawa. Łąka i lekka owocowość. W zapachu jest tego aż nadto, a to dopiero początek. Pierwszy łyk i wspaniała goryczka łapie za gardło. Drugi łyk. I kolejny. Ależ to się pije. Mamy tu lekką słodową podstawę, jakieś chlebkowe nuty. Ale zdecydowanie chmiel przykrywa to wszystko wielkim płaszczem. Ziołową czapą. Trawiastą kaszkietówką. Kwiatowym hełmem. Nagazowanie jest odpowiednie. Z jednej strony bąbelki lekko gryzą w język, z drugiej, nie będziemy po Bydgoskim Sesyjnym bekali nosem. Jest w sam raz. Jest tylko jedno ale. Trzeba zaopatrywać się od razu w dwie butelki. Pierwsza znika ze szkła w kilkanaście sekund, więc jak chcecie nacieszyć się tym piwem, to niezbędna będzie druga.

To już drugie piwo z tego bydgoskiego Browaru, które mi bardzo podeszło. Jest ekstremalnie pijalne. Zdecydowanie warte pokazania znajomym, dla których słowo Pils jest synonimem piw stojących w wyłączonych lodówkach sklepu Społem. Piw znanych z reklam telewizyjnych pomiędzy pierwszą, a druga serią skoków narciarskich na igielicie. Świetna robota. Pyszne.

avatar
Napisane przez

Majk