American Pale Ale Łańcut Piwne Freaki

Browar Łańcut. Pospolite ruszenie. American Pale Ale.

Browar Łańcut. Pospolite ruszenie. American Pale Ale.

Grzyby wciąż rosną. Taka pora roku i w sumie olać to, bo tu nie o grzybach się pisze. Blog jest o piwie, więc cieszę się tym bardziej bo grzybom dorównują we wzroście nowe browary. Idzie sobie człowiek, takim choćby Łańcutem. Znaczy drogą w Łańcucie. Znaczy polną drogą. Źle. Ulicą Polną sobie człowiek idzie. W Łańcucie. Patrzy człowiek, a tam Browar. Nowy. Browar Łańcut.

Ulica Polna w Łańcucie wygląda tak jak poniżej. Przy okazji chciałbym pozdrowić Panią Krystynę. Śpiesz się Krystyna, bo Ci autobus ucieknie.

polna

No i po co ta fota? Co nas Krystyna jakaś obchodzi. Co nas obchodzą grzyby rosnące. Ano niech Was to zainteresuje. Bo na tej Polnej właśnie, w tym właśnie Browarze Łańcut powstaje dobre piwo. Pisze tak dlatego, że ich piw próbowałem na razie sztuk dwie. Obie pyszne. Oba piwa świetne.

Pierwszym piwem jakiego spróbowałem jest „Pospolite ruszenie”. Nazwa sugeruje, że mamy tu do czynienia z miodem, wódką lub ewentualnie paczką prezerwatyw. Lecz nie. Nazwa ta dotyczy piwa. American Pale Ale w najlepszym wydaniu. Dlaczego w najlepszym? Piwo urzekło mnie już przy nalaniu do szkła. Barwą i klarownością przypomina mi sok jabłkowy. Taki wiecie? Wyciskany ze świeżych jabłek. I tylko wesołe bąbelki oraz gęsta, trwała i wysoka piana zdradzają nam, że w szkle jest piwo, a nie sok.

Ale to pachnie. Kwiaty, białe owoce i cytrusy. Takie cytrusy idące w limonke. Świeże. Rześkie. Sa tu jabłka? Moim zdaniem tak. Czerwone, dojrzałe. Mega. Wszstko mocne. Intensywne. Świetny zapach. W połaczeniu z wyglądem dawał nadzieję na dobrze ulokowany kwadrans czasu.

Jak o piwie piszę tu u siebie, znaczy, że to nie Amber Gold i lokata się powiodła. W smaku kontynuacja wypasu. Bardzo rześkie, pijalne piwo. Mógłbym stwierdzić, że wodniste, ale nie napiszę tak, bo ono wodniste nie jest. Fajna biszkoptowa podbudowa dostaje tutaj porządne bęcki od chmieli. Owoce i kwiaty. Każdy łyk to potężna smakowa bomba z wymienionych. Ależ to dobre. Piwo piłem wieczorem. Do meczu. I słusznie. To piwo to prawdziwa Liga Mistrzów, prawdziwa Barcelona w Manchesterze. Dortmund na Legii. Lecę po kolejną butelkę. Pyszność.

avatar
Napisane przez

Majk