Łańcut Piwne Freaki Stout Wędzonki

Browar Łańcut – Kurna Chata – Wędzony żytni stout

Browar Łańcut – Kurna Chata – Wędzony żytni stout

Szukajcie, a znajdziecie. Jest taki mądre powiedzenie. Są też inne mądre, jak na przykład „miłości nie szuka się na siłę”, ale to akurat nie pasuje tu całkiem, więc odpuśmy już te mądrości. Zaparłem się na to piwo. Uparłem się, że je wypiję. Nie dane mi było go dorwać stancjonarnie. Zaparłem się i kupiłem w internetach. Kupiłem „Kurną Chatę” i się zakochałem. Od razu. Od pierwszego węcha. Od drugiego łyka.

Żytni wędzony stout. Na nos, to wędzony zarówno torfem jak i drzewem jakimś. Nie czytałem co za drzewo. Po co mi to, skoro wędzonka wgniata w ziemię. Płytki mam na podłodze, więc wgnieść niełatwo, a i tak wgniotło. Wygrzebię się jeszcze na moment z tych płytek podłogowych, bo muszę Wam napisać coś jeszcze.

Ja to w szejkerze piłem. I tak pachniało. Co się musi dziać, gdy pite jest z ekstra super elo sniftera? Wtedy, to już wgniotło by mnie do sąsiada. Nie bacząc na grzanie podłogowe (którego nie mam). Od początku zacznijmy. Lane do szkła wcale nie jest takie czarne jak każdy myślał, że Kurna będzie. Jest klarowne, pod światło ma jakieś takie burgundowe przebłyski. Ładne. Piana kosmos. Zbita, jak białko jajek. Na beże takie. Wiecie?

Zapach to mieszanina. Kawy, paloności, kwaskowości i tego co w tym piwie bryluje. Najważniejsza jest tu wędzonka. Zarówno torfowa, jak i ogniskowa. Szpital i bandaż, doskonale miesza się tu z ogniskiem, czy dymem od sąsiada z komina. Temat jest modny. Nie palcie butelek w piecach. Pamiętajcie. Smog to pikuś, ważniejsze, że w opisie aromatu piw będzie to głupio wyglądało. Pachnie to świetnie. Tak intensywnie, że żona myślała, że znów wpieprzam jakieś prochy na uspokojenie, albo liże jakieś bandaże. Fajnie.

W smaku jest nie gorzej. Piwo, mimo że niesamowicie intensywne, to nie odrzuca. Odnoszę wrażenie, że każdy konsument, który jest otwarty na smaki tylko nieco bardziej niż zamknięty dziesiąt lat temu zakład produkcji aut na Żeraniu, da sobie z tym piwem radę. A może, to tylko moja nadzieja? Mam nadzieję, że moja nadzieja, to nie matka głupich. To piwo jest naprawdę pyszne. Spod wszędobylskiej wędzonki w dwóch postaciach czasem wychodzi jakaś kawa. Kwaśna kawa. Rzadziej wychodzi czekolada. W palonej, gorzkiej postaci. Pije się to fajnie. Każdy łyk, to aksamitna wlewka oleistej cieczy do gardła. Przez kilka łyków miałem nieodparte wrażenie, że to jakiś syrop na kaszel mi się do gardła wlewa. Takie to oleiste. Pamiętajmy, że to 12 plato. Ciała tu zdecydowanie więcej. Nie wiem skąd, ale w każdym łyku prócz wymienionych pojawia się też delikatna słodycz. Dodając kolejnego wymiaru do tej przemiłej ustnej rozpierduchy. Ekstra.

 

 

 

 

 

avatar
Napisane przez

Majk