India Pale Ale Kraftwerk Piwne Freaki

Browar Kraftwerk. Citrinitas Smoked Chili IPA.

Browar Kraftwerk. Citrinitas Smoked Chili IPA.

Odpuszczam opowieści o srebrze przechodzącym w złoto, bo to tak, jakby Cola przechodziła w Pepsi. Bajki jakieś, a ja jestem dorosły od dwóch lat i w bajki już nie wierzę. Pogadajmy o faktach. Fakty są takie, że do włochatego i brodatego, dołączył trzeci Pan. Łysy Pan. Od tego czasu w kotłach mieszają we trzech, wspólnie bełtając jakieś zaklęte mikstury. Mam ja dla Was piwo będące wynikiem ugotowania wspólnie trzech jakże różnych składników przez trzech jakże różnych Panów. Każdy do piwa wniósł zupełnie co innego (składnik i Pan). I to wniósł w rzeczy samej, nie tylko na etykietę.

Piwo jak wygląda każdy widzie. Zdjęcie robione wędką teleskopową ze spławikiem, ale co ma być widać, widoczne jest. Jest barwa herbaty, jest ładna piana. Frakcja miłośników drobnych pęcherzy może się oburzyć, ale ta piana też jest ładna. Mimo, że pęcherze ma grube jak maratończyk z Gabonu. Pęcherzy maratończyka wąchać nie polecam, ale piwo jak najbardziej wąchać trzeba. Wywąchać w nim można kolejno: wędzonkę, miłą szynkową wędzonkę, owoce tropikalne od chmieli oraz wędzonkę. Co miłe, wędzonki jest tutaj naprawdę dużo, ale nie jest aż tak, jakby można wywnioskować z tego co napisałem. Wędzonka nie przykrywa owoców trzykrotnie. Dwukrotnie to najwyżej. Aa, no i papryczki w zapachu nie poczułem. Może to i dobrze, bo po papryczkach kicham jak szczeniak.

Jednak cała magiczność trunku wyłazi dopiero w pierwszym i kolejnych łykach. Wyłazi też w łykach ostatnich, ale to oczywiste, jak płacenie abonamentu za telewizor i radio. Każdy łyk, to podróż. Podróż przyjemna. Komfortowa i złożona. Coś jak prezydenckim BMW na drodze szybkiego ruchu. Z początku czuć owoce, dość słodkie. Takie co to na drzewie wisiały cały sezon. Zaraz po nich do gry wchodzi kwaskowość, która nie wiem skąd pochodzi, ale nie martwi mnie to. Nie mam też pojęcia o pochodzeniu wielu z Was, a jakoś jest nam razem fajnie, więc po chu.. wnikać. Po kwaskowości wchodzi goryczka, cytrusowo ziołowa, rześka, trzyma za gardło dośc długo, a tuż po niej wchodzi ogień, od papryczek. Oni je tu naprawdę dodali. Śląskie skubańce. Nie kłamali. Jeśli każdy łyk można podzielić na fazy, jak prąd, to przez wszystkie fazy towarzyszy nam lekka, bardzo lekka wędzonka. Kurde. Fajne, bogote. Urozmaicone, jak życie seksualne żaby, a każdy kto wykupił Discovery w kablówce, ten wie, że żaby to mają spoko, jeśli chodzi o „te” sprawy. Z chęcią wypiłbym jeszcze jedno.

avatar
Napisane przez

Majk

  • kamillozo

    Też chętnie powtórzę bo pierwsza warka (butelka z żółtą etykietą) bardzo mi podpasowała i utkwiła w pamięci. Fajnie tam zagrał czerwony pieprz. Czy tu też jest w składzie?

    • Kororowy Majk

      W składzie to Ci już nie odpowiem, bo butelki brak, ale zdecydowanie czuć ostre klimaty

  • Rysiek

    Coś tych papryczek nie wyczułem chyba jestem przepalony od jedzenia ostrych rzeczy.
    Ogólnie to piwko na rano do starej kiełbasy z grilla, odklejanej szpachelką z kratki.
    Za symbol masoński na etykiecie +1 do piwnego wtajemniczenia.