KingPin Piwne Freaki

Browar KingPin. Aficionado

Browar KingPin. Aficionado

Tak to jest. Tak to właśnie jest, jak w jednym miejscu miesza się wiele różnych rzeczy. Słód się miesza. Wędzony. Torfem wędzony. I się miesza. Jak już się pomiesza, to się jeszcze dodaje. I znów się miesza. Kawę się parzy. I dodaje. Miesza się, miesza. I dodaje się herbaty Lapsang. Wędzonej. I miesza się miesza. I wlewa się. Do butelek. I wysyła się. W kraj.

I kupuje się w sklepie. Przynosi do domu. I wlewa się. Do szkła się wlewa. Do fajnego szkła. Dla piwoszy. Wlewa się i patrzy. Patrzy się, a tam ciemnozłote piwo. Zmętnione w diabli. Piana ładna, lecz niska. I tak się patrzy tylko chwilę, bo w gre się gra. W dodatek do Diablo III (kocham tą sieczkę). Więc się już nie patrzy, tylko się wącha. I jak się wącha, to się czuje. Szynkę się czuje. Plastik palony. Kabel. To też jest. Herbatę się czuje. Zieloną. Wypaśną jakąś. Takiej co to się jej nie pija na co dzień. Owoce się czuje. Fajne, tropikalne. Ale nie dużo. Troszkę tylko. Wszystko to miesza się, miesza i jest mega intensywne. Mega. Świetne.

W smaku to samo. Herbata. Wędzona jak diabli. Są kable, lecz mniej jakby. Owoce? Też są. Ale herbata. To herbata tu miesza. Miesza najbardziej. Do tego stopnia miesza, że zamieszana jest także w goryczkę. Długą, herbacianą. Tytoniową. Wędzoną. Ależ wypas. Ależ złożoność. Czuje się jak koleżka z etykiety. Czuję w gębie to cygaro. Czuję whiskacza. Czuję popołudniową herbatę (widać, że Angol. Z oczu). Wiecie czego nie czuję? Kawy nie czuję. Specjalnie palona ponoć. Do piwa. By mieszać. Zamieszać. Gdzie ta kawa? Może to lekka kwaśność w każdym łyku? Nie wiem. Ale widzicie. Tak to jest, jak się miesza. Jest świetnie. Jest wybitnie. Jedno z ciekawszych piw jakie piłem. W życiu.

avatar
Napisane przez

Majk