Belgia Piwne Freaki Triple

Browar Huyghe. Delirium Tremens

Browar Huyghe. Delirium Tremens

Byłem wczoraj w piwnicy pogłaskać swoje lambiki. Robię to coraz częściej narażając się na skośne spojrzenia sąsiadów głaszczących swoje opony 19 cali. Głaszczę, głaszczę i w oczy wpada mi aligator i jakaś różowa maszkara. Fajne, kojarzy mi się z czasami młodości i wsadzaniem tabletek LSD pod język. W telewizji widziałem, że tak robią. Narkomani słuchający psychodelicznej muzyki techno.

Pogłaskałem więc lambiki i inne ruskie stałty, wziąłem białą, psychodeliczną beczułkę w łapę i zabrałem ją ze sobą do windy. Otworzyłem normalnie. Jak piwo. Jak perłę, czy inną ipę. No moi drodzy. Perełki mi takich manewrów nie odwalają. Syczy to na mnie, bulgocze, a piana mi gaszing taki zapodała, że część trunku skończyło na blacie. Na płycie indukcyjnej. To jakiś heheł, bo piwo to belgisjki klasyk. Rarytasek podobno. Do tego w piwnicy stojący roku półtora przy moich lambici i innych ruskich butelkach. A on mi tu bulgocze na płycie indukcyjnej. Syczy mi.

Nie lubię syczenia, więc czekałem, aż przestanie. Żona syczy. Dyro w korpo syczy. Nie lubię syczenia i już. No więc, jak już syczec przestało, to powąchałem, a tam o tak o. Normalnie. Lekko kwaśno, lekko owocowo, lekko ziemiście. Owoce raczej z tych lekkich bardziej, niż ciężkich. Mirabelki jakieś, od sraczki takie. Żółte.  Drożdżów sporo. Spoko. Luźno, ale by od razu przed tym piwem klęczeć? To nie.

Łyka wziąłem. Pierwszego, drugiego. Trzeci też nic nie zmienił. Belg jak belg. Jest brzoskwinka, ale niedojrzała. Banana kawałeczek też jest. Znów się czepiła ta mirabelka. Jest alkohol i drożdże też są. Piwo raczej wytrawne. Kwaskowe wręcz. Ponad osiem percent alko grzeje. Już od języka, przez przełyk, po kichy. Grzeje tylko. Alko nie przeszkadza, by nie było, że spirol jakiś czy co. Zgłasza obecność, ale nie przeszkadza. Coś jak Seba w gimbazie. W ostatniej ławce. Jest, a mogłoby go nie być. Każdy łyk powoduje lekką cierpkość w pysku. Taką przyprawową. Nie spowodowało u mnie uniesień, jak te widziane w telewizji. Uniesień, jak po LSD pod językiem. Wypiłem, czemu nie, ale 0,7 bym nie wypił. Zmęczyłoby. Podobno wersja Nocturnum jest lepsza. Jak trafię, to złapię i wychylę. Wersję Tremens już odpuszczę. Będę głaskał inne rzeczy. W piwnicy.

 

avatar
Napisane przez

Majk