American Pale Ale Piwne Freaki

Browar Dziki Wschód. Peruwian. German Pale Ale z komosa ryżową

Browar Dziki Wschód. Peruwian. German Pale Ale z komosa ryżową

Parówki. Wszyscy je kochają. Mali, duzi, mięsożercy i wegeludzie też. Ale żeby w piwie? Dokąd to idzie. Dokąd zmierza? Gdzie granica? Szczęście, że przebiega ona przez mą głowę. Granica między absurdem, a ślepactwem jest u mnie nie duża. PERU, nie paru. Myśl chłopie. Ostrz wzrok. I wtedy poznałem historię….

Mateusz, to chłop o bardzo ciekawym życiu. Życiu pełnym przygód i miłosnych igraszek (tak?). Pół życia kręci się po różnych krajach. Był w Bułgarii, kwadrans na Słowacji. We Lwowie też był. Żarty żartami, ale on zażywa narkotyki, je robaki i inne takie dobrodziejstwa związane z podróżowaniem. Taki wiecie? Cejrowski kraftowego świata. Swego czasu zahaczył Mateusz o Peru. Kraj dziki i niedostępny. Kraj w którym za każdym rogiem może zjeść Cię dzika papuga, król Julian, czy inne takie. I dopadł jeden taki król Julian Mateusza. I uwięził go. Na grube tygodnie w lochu. W podziemiach aztekowskiej piramidy znaczy. W tych najgłębszych podziemiach. Tych podziemiach co to w nich nawet ziemniaków nie da rady jeść. Jest tam strasznie tak, że ziemniaki kiełkują na samą myśl o spędzeniu tam chwili.  Parówki też odpadają.  Mom im się łuszczy ze strachu. Tylko komosę można tam jeść. Ryżową. Taką kaszę niby. Białka w niej multum. Zdrowa. Jadł Mateusz.

Jadł, jadł, aż uciekł. Wyrwał się ze szponów Juliana i uciekł. Ku dalszej przygodzie. Tak się złożyło, że Mateusz kocha piwo. Pić i warzyć kocha. Zdarzyło się też tak, że złapał okazję uwarzyć piwo komercyjnie. Bo Mateusz został piwowarem. W nowym Browarze. Lubelskim Browarze Dziki Wschód. I wiecie co? Przydała mu się przygoda z siedzeniem w lochach aztekowskiej piramidy. Przydały się grube tygodnie wpieprzania komosy.

Mateusz wykorzystał to doświadczenie i dowalił komosy do pierwszego piwa. Pierwszego spod szyldu Dzika oczywiście. Wschodu. Dzikiego. Pale Ale niemieckim chmielem doprawiane. Z dodatkiem komosy właśnie. Ryżowej. Sporo jej w zasypie jest. Lecz to dobrze. Ciekawe piwo. Oryginalne. W zapachu chmiel. Gdzieś z tła przebija się zboże i ta komosa właśnie. Chyba ona, bo co innego. W innych piwach tego nie czuć. Taka mąka jakaś. I orzeszki. No miło to pachnie. Intensywnie. Jak na pale ale to mnie pieści. Nos mój znaczy.

W smaku jest mega pijalnie. O takich piw nam trzeba na co dzień. Do gry w brydża. Nie gram w brydża, kłamię 😉 Ale do gry w lotki już tak. W rzutki. Wiecie? W knajpie. Kłamię, nie chodzę do knajp. Każdy łyk to fajna słodowa podstawa i delikatna kontra z chmielu. A po kontrze następuje after. Jak na grubym balecie. Po grubym balecie zawsze jest after. Tutaj jest komosa. Delikatny orzechowy posmak. Siedzi w ustach do kolejnego łyka. Fajny. Lekki, nie przesadzony i orginalny jak na takie piwo posmak. Świetnie się to pije.

I wiecie co? Najlepsze zostawiłem na koniec. Na koniec muszę się przyznać, że lubię Mateusza osobiście. Nie za to, że melanżując w piwnicy poczęstował wieloma fajnymi piwami.  Lubię go za to, że skromny z niego chłop. Lubię za to, że uciekł Julianowi. Za to, że ma siłę i czas. Lubię go też za to, że robi świetne piwa. Za jego Krieka dam się pociąć. Od kolan w dół. No i teraz przechodzę do sedna. Pijąc domowe piwa Mateusza wiem, że kolejne wypusty Browaru Dziki Wschód zrobią robotę. Kwestia jego odwagi.

Skończyła mi się wazelina. Ma ktoś w zapasie???? ! 😉

avatar
Napisane przez

Majk