West Coast IPA

Browar Golem. ETZ Chaim West Coast IPA

Browar Golem. ETZ Chaim West Coast IPA

Ej. Miało mi się nie chcieć pisać w tym tygodniu. Ale jak nie pisać, jak mi takie wypas piwo w łapy wpada. Nie dość, że styl ulubiony. Wytrawny i nachmielony w opór. Dodatkowo na etykiecie moja ulubiona nazwa. Bracia Golec. Nic tylko opisać pochlebnie. W sensie pozytywnie. Potwór Golec wpadł mi w oko już przy pierwszym piwie. Dybuk. Chwalony był, ale ja nie o nim. Golec jest Browarem dość płodnym, więc do szkła trafiło mi kolejne ich piwo.

West Coast IPA. ETZ Chaim. Citra, Simcoe, Warrior. Chmiele kozaki. Do tego proszek z mango, czyli amchur. Przecież to nie może się nie udać. Ciemnozłoty bursztyn. Lekko opalizujący. Z ładną, gęstą pianą na dwa palce. Jednak gadkę o pianie zostawmy większym specom. My tu o piwie napiszmy, bo pachnie to to nieziemsko. Jak zza światów. Owoce tropikalne, dojrzałe. Mango? Amchur? Coś w ten deseń. Ale spokojnie. Bez nerwów. Tu nie jest słodko. Pachnie też grapefruitem. Niedojrzałym. Kwaśnym takim. Gorzkim. Pachnie też żywicą. Lasem. Drzewem w sensie. Całość miesza się i tańczy w nosie. Mega mi to podeszło. Coś jak podejście do okienka po wypłatę lub odbiór nagrody na stacji BP. Czyste szczęście.

W smaku mamy już prawdziwe WCIPA. Koniec żartów. Goryczka jak Cię złapie, to nie puści. Od pierwszego łyka (no, drugiego). Ucieszyłem się, że słód też tu coś wniósł. Balansuje te Golcowe chmiele. Świetnie. Chce się pić. Uwielbiam taki styl goryczki. Jak skórka grapefruita. Jak lizanie żywicy (robił to ktoś na trzeźwo?). Piwo jest średnio wysycone. Jak na styl, ma dużo ciała co również mi się spodobało. Jak to mówią najstarsi Chińczycy: Niech goryczka ma się z czym przepychać w gębie. 

No. Brawo Golem. Tfuuu. Golec.

avatar
Napisane przez

Majk