Blonde Brodacz Golden Ale Piwne Freaki

Browar Brodacz. Harry. Earl Grey American Blonde.

Browar Brodacz. Harry. Earl Grey American Blonde.

Skandal, krzyczą jedni. Prawo rynku, bronią inni. W lekkim cieniu afery ze skandalem, tubą i jubileuszem w tle stała się rzecz jeszcze gorsza. Jeszcze bardziej skandaliczna. Doszło do wielkiej kooperacji zła. Kooperacji zła ze złem jeszcze większym. Doszło do kooperacji Brodacza z Harrym Potterem. To, że Brodacz jest zły, wiemy wszyscy. Wykorzystuje Wieśków, układa się z masochistami, czy innymi tam jeszcze złymi ludźmi. Ogólnie. Zło. Zło w czystej postaci.

Ale zło Brodacza jest niczym w porównaniu do tego jak zły jest Potter. Gość, który jest tak zły, że wygrawerował sobie na czole nazistowski symbol. Gość tak zły, że na przekór całemu światu przez dobrych kilkanaście godzin filmu nie wydupczył Emmy. Tej samej Emmy, za której wydupczenie 83% facetów oddało by wszystko co najcenniejsze. Zły to gość. Całe życie poniżał rudego i układał się z łysym brzydalem. Szkoda gadać. Zło w czystej postaci.

Wydawać by się mogło, że logicznym wynikiem tej złej kooperacji będzie złe piwo. Piwo i zło z logiką mają niewiele wspólnego. Wynikiem kooperacji jest piwo Harry. American Blonde z dodatkiem herbaty Earl Grey. Ładne, złote, zamglone piwo o gęstej i wysokiej pianie. W końcu to Blonde. Pierwsze co rzuciło mi się w oko (w oko?) to aromat. Bardzo fajne nuty chmielu Mosaic. Jest tu mango. Jest żywica. Jest fajna ziemistość. Jest coś jeszcze. Zielsko jakieś, lecz przyjemne. I tutaj do gry wchodzi mam wrażenie herbata. Ulubiony napój twórczyni Pottera. Czuć ją tu. Dodaje coś od siebie. Wszystko fajne. Nic nie śmierdzi. Może ten Brodacz to wcale nie taki zły, jak go malują? Albo jak sam próbuje się malować ;)?

W smaku jest mega rześko. Mega pijalnie. Piwo jest wytrawne. Każdy łyk to delikatna goryczka, ale mam wrażenie, że taka bardziej herbaciana. Może nawet taniniczna (jest takie słowo?). Czaicie? Jest takie coś, jak się pije wystudzoną herbę. Taki fajny gorzkawy posmak. W tym piwie właśnie to jest. Ale nie aż tak mocne jak we wspomnianej już herbie. Lżejsze. Wysycenie piwa jest na poziomie odpowiednim temu, by wciągnąć je na kilka łyków. Z przyjemnością.

No i co? Wychodzi na to, że to kolejne już poprawne piwo od Brodacza. Wielu chciałoby chłopinę powiesić. Chłopina czasem sam się o to prosi, ale prawda jest taka, że ostatnie piwa Tomasza są całkowicie poprawne. Dobre po prostu. Swoją drogą, wolałbym piwo w kooperacji z Emmą. Najlepiej nagą 😀

avatar
Napisane przez

Majk

  • Szczerze kupiłem piwo zachęcony recenzją i byłem zawiedziony.
    Trunek przypomina bardziej lekką IPA niż American Blonde moim skromnym zdaniem, a obeność herbaty w nim jest rozczarowująca i ledwo zarysowana, gdybym nie wiedział, że w nazwie jest Earl Grey to nawet przez mysl by mi to nie przyszło.

    • Kororowy Majk

      Co do stylów piwnych w Kraftach. Wiesz jak jest. Tutaj często BJCP Nazi nie ma racji bytu, a granice pomiędzy stylami są zatarte. Co do herbaty. Ja ją czułem dość solidnie 🙂