Brodacz Piwne Freaki Polskie IPA

Browar Brodacz. Duży Volt.

Browar Brodacz. Duży Volt.

Ależ była burza. Ależ gówna się wylało. Skok na markę, krzyczeli jedni. Grabienie chorego człowieka, wtórowali inni. Jeszcze inni piali coś, że beergeecy to takie stworzenia, co to alkohol spożywają w większej kulturze i spożywanie trunku sygnowanego niejakim Wiesławem, to hańba, wstyd i kolejne obniżki ratingów dla Polski. No. Więc, jak już internety poszczekały, to przyszedł kwiecień. Warszawski Festiwal Piwa i premiera znienawidzonego, z założenia paskudnego piwa. Duży Volt. Dziewiątka w stopniach volt. Beretorylec z założenia. Co z tego wyszło?

Miałem przeczucie, że Brodacz się przyłoży. Nie mógł pozwolić sobie na piwną wtopę. Zadanie miał trudne. Coś jak wyjazd Fiatem 126p na tor Monza. Szanse na zwycięstwo są nikłe, ale dojechanie do mety w górnej połówce stawki przyniesie fejm. Zadanie miał trudne, bo zamiast Fiata, mamy tu tylko polski chmiel. Ale jest go mnóstwo. Brodacz volta nachmielił na fest. Tony. Tony chmielu. I trzeba przyznać, że owy polski chmiel z lubelskiej ziemi, daje radę. Twardo walczy z biszkoptem i toffi. Walczy ze słodową stroną. A ta jest potężna. Chmiel walczy aromatem tytoniu. Ziemią, i lekkimi owocami. Ziołami i żywicą też walczyć próbuje. I choć, obiektywnie, walkę tą przegrywa, to wcale nie wraca na tarczy. Jest go w zapachu dużo.

Aromat, aromatem, ale Volty przyjmuje się jednak ustami. W smaku jestem równie miło zaskoczony. Piwo jest słodkie, nie ukryjemy tego. Ukryty za to został alkohol. 9 volt zostało skryte tak ładnie, że potrafię sobie wyobrazić te setki nastolatków. Upitych na szkolnej dyskotece. Upodlonych 3 piwami kraftowymi, kosztującymi dyszkę za jedno. Widzę to. Widzę to w szklanej kuli „piwnego znawcy”. Widzę te niechciane ciąże, poczęte po piwnym upodleniu. Widzę całe zło świata, które wypełzło wraz z butelczynami zdobionymi sympatycznym Wieśkiem.

O czym to ja pisałem? A, o piwie. No. Alkohol ukryty idealnie. Całość pije się bardzo fajnie. Słodycz cały czas toczy walkę z chmielem. Ten walczy w smaku jeszcze dzielniej, bo w szeregach ma potężną goryczkę. Tytoniową, trawiastą. Lekko męczącą. Ale to dobrze. Ona tu pasuje. To ma być ordynarne piwo, do gimnazjalnych upodleń. Nie wyszło do końca. To piwo nie jest ordynarne. Ono mi smakuje. I to całkiem poważnie. Fiat 126p dojechał do mety w pierwszej dwudziestce. Świetny wynik.

avatar
Napisane przez

Majk