Baba Jaga Piwne Freaki West Coast IPA

Browar Baba Jaga. Luna West Coast IPA

Browar Baba Jaga. Luna West Coast IPA

Księżycowe Wybrzeże. Miejsce, gdzie każda IPA jest rześka i gładka. Wygląda jak świeży sok z owoców. Pomarańczowy i lekko zmętniony kolorek. Miód na me oczy. IPA z Księzycowego Wybrzeża pianę ma tęgą, jak bic Pudziana. Trwałą, jak mur berliński kilka dekad temu. Na pierwszy, drugi, trzeci i czwarty rzut oka, rewelacja.

Lunę piłem dwa razy. Pierwsza, to degustacja piwniczna. W miłym towarzystwie Misia, sąsiadem zwanym. Film się nawet nakręcił, ale z przyczyn niezależnych szlag go trafił. Chwaliliśmy, chwaliliśmy przed kamerą. Że och, że ach. A, że wieczór był długi, to i chwalenie szczere. Jako cyfrowo wykluczony, film spierniczyłem. Piwu przepuścić nie chciałem, więc pomaszerowałem rześko do sklepu i obaliłem butelaszkę jeszcze raz. W domowym zaciszu. W papuciach. W kalesonach, nie złotych. Zwykłych, takich co to pamiętamy, jak nas drapały w nogi. W czasach przedszkolnych.

O wizji już pisałem, więc napiszę o aromacie. Jest o czym. Piwo już po odkapslowaniu buchnęło mi po kuchni mocnym, cytrusowym aromatem. Wsadzając nos do butli, prócz odcisków na lewej dziurce nosa wyczułem również słód i leciutką nutę siarki. Całe szczęście w szkle jej nie poczułem, a nawet jakbym poczuł, to kij w oko, bo piwo jest naprawdę spoko. Zapach zapachem, ale w IPAch w stylu Księżycowego Wybrzeża najbardziej lubię smak. Wytrawny, czysty, rześki, cytrusowy i pełen mocnej, czystej goryczki. Dla mnie West Coast to kwintesencja India Pale Ale. Tak powinno smakować piwo codzienne. Takie wrażenia powinno mi dostarczać. W „Lunie” jest to wszystko. W pierwszych łykach co prawda jest może za mało wytrawności, zbyt duża pełnia. Lecz nie jest to poziom pełni przenoszący mnie na wybrzeże East. Pijałem wytrawniejszych przedstawicieli stylu, ale pamiętajmy, to IPA z Księżycowego Wybrzeża, a gdzie mieście się owo, wie tylko Tomek i reszta ekipy Browaru Baba Jaga. Co tu dużo pisać. Ja nie wiem, jak Baba Jaga to robi, że tłucze te piwa seriami jak z kałasznikowa, a właściwie co jedno to nie gorsze od poprzedniego. W kolejne już czekają kolejne dwa. Eliksiry jakieś i Heksy.

avatar
Napisane przez

Majk