Brokreacja Piwne Freaki Russian Imperial Stout

BroKreacja. The Gravedigger. Russian Imperial Stout.

BroKreacja. The Gravedigger. Russian Imperial Stout.

Byłem dziś na spacerze. Z synem. Lubię go. Fajny chłopak. Inteligentny i przystojny. Po tacie. Synek biegał z kwiatka na kwiatek. Jeszcze nie skacze. Jeszcze biega i zrywa. Dla mamy. Kocha ją. Jak ja. No. Więc łaziliśmy tak z młodym po krzakach, aż zobaczyłem ziemię. Zamyśliłem się. W głowie usnuły mi się wizje, co tam w tej ziemi siedzi. Co się w niej kryje. Jak dżdżownice robią kupę? (i jak się bzykają?). Czy Ziemia jest faktycznie naszą matką? Matką Ziemią?

No i doszedłem do grabarza. Gościa, który z Ziemią ma wspólnego tyle, co ja z językiem polskim. Znaczy z ziemią jest blisko, babra się w niej, ale pewnie jej nienawidzi. Coś jak ja naszego języka. Ojczystego. Pisanego. No więc, pomyślałem o grabarzu. A jak pomyślałem, to przekułem słowa w czyn.

Zakończyłem mega przyjemny spacer i wziąłem się za rzecz jeszcze przyjemniejszą, czyli piwo. Grabarz. The Gravedigger. Z BroKreacji. Ruski Imperialny Stout. Leżał i czekał. Kto wie, czy doczekałby się, gdyby nie miłość syna do matki, gdyby nie zrywane kwiaty. Tak czy siak doczekał się i bardzo dobrze. Dla mnie. Czarny jak zło, nieprzejrzysty trunek. Bez piany. Gęsty jak ropa. Już przelewany do szkła zaniepokoił mnie (w sensie ucieszył) gęstością. Wlałem go lekko schłodzonego. I dobrze, bo mam wrażenie, że gdybym schłodził go bardziej, to ściełoby go jak cukrzyka. Zastygłby, jednym słowem. W zasadzie, to ostatnie zdanie (cały wpis?) kupy się tu nie trzyma. Cukrzyk chyba nie zastyga. Cukrzyk skacze w swym ataku, jak antylopa udziabana w dupę przez lwa. Poprawcie mnie jak się mylę.

Pachnie kawą, czekoladą, alkoholem i słodyczami. Bardzo fanie i intensywnie. Zagrzane jak gimbaza na pornola, czyli ciepłe pachnie jeszcze mocniej, jeszcze fajniej. Zajarany zapachem, smakiem zajarałem się jeszcze bardziej. Każdy łyk to mieszanka czekolady, kawy, kwaśności i pralin. Alkohol również jest tu obecny, ale szkoda by go nie było. W końcu to ruski imperialny stout. Piwo jest gęste i fajnie oblepia próchniejące zęby. Bardzo przyjemne odczucie w ustach. Wysycenie prawie zerowe, co jeszcze zmaga uczucie popijania ropy przepalonej w diseslu. Piwo delikatnie rozgrzewa żołądek, a goryczka, wspomagana przez alkohol przypomina nam, że nie pijemy byle szczucha, a porządny kawał piwa.

avatar
Napisane przez

Majk