Brokreacja Dukla Piwne Freaki Wędzonki

Brokreacja & Dukla. Nafciarz dukielski

Brokreacja & Dukla. Nafciarz dukielski

Znam ludzi, dla których świat jest zero jedynkowy. Owszem, możemy podciągać to pod sektor IT, gdzie wszystko jest binarne. Znam dużo ludzi z tego sektora, ale nie o takich mi chodzi. Nie chodzi mi również o takich ludzi, co to czarne jest czarne, a białe jest białe. Nie chodzi, mi również o takich, co to stali tam gdzie kiedyś nie stali, ale teraz wmawia się im, że kiedyś tam stali, bo dziś nie stoją tam gdzie stoją Ci co mówią, że kiedyś tamci stali. Przechodząc do rzeczy. Chodzi mi o ludzi bezkompromisowych. Ludzi, dla których nie ma półśrodków. Dlaczego o takich ludziach dziś piszę? Ano dlatego, że zapraszam Was na piwo w 200% bezkompromisowe. Piwo, które urwie Wam szczękę i do końca życia będziecie piali z zachwytu lub w stronę drugą, nie dopijecie go, bo się nie dacie rady.

Z najczarniejszych głębin czarnych ziem południowych krańców Polski buchnął w nas trunek tak intensywny, jak intensywny jest poranek w domu, w którym dwójka dzieci jest w wieku przedszkolnym. Dwa browary, Dukla i Brokreacja spiknęły się i poszły w grubą kooperację. Kooperację piwną i rysowniczą na raz. Bo tytułowy nafciarz na etykiecie, to produkt powstały również we współpracy. Współpracy dwóch grafików utożsamianych z wymienionymi browarami.

Dzień degustacji tegoż piwa, był zwykłym dniem jakich pełno. Byłem w pracy, byłem w sklepie. Nuda do zrzygania. Aż nastał wieczór. Moment odkapslowania piwa. Piwa w domu otwieram widelcem, łyżką, przecinakiem do pizzy, czy jakimkolwiek innym przedmiotem znalezionym w kuchennej szufladzie. Otwieracz mi się popsuł, a drugi w piwnicy. Wróćmy jednak do nudnego dnia. Odkapslowałem „Nafciarza Dukielskiego” i z wejścia dostałem takiego strzała w pysk, że tylko ściana po drugiej stronie salonu zapobiegła tragedii. Zatrzymałem się na niej, bo cios w nos był tak potężny, że z pewnością poleciałbym dalej. A mieszkam wysoko, więc trup murowany.

Szpital, bandaż, kabel, szyna, tor, pociąg, kabel, spalony zasilacz od Ipad 2. To wszystko bucha z butelki niczym lawa z Etny w odpowiednim dla niej wycinku historii. Mega. Mega intensywny zapach. Z pierwszej ręki wiem, że słód wędzony torfem stanowi 430 % całego zasypu tego piwa. Dla nie kumatych (takich jak ja, bo w życiu piwa nie uwarzyłem) – na każdą tonę surowców potrzebnych do uwarzenia piwa, piwowary wsypali 4,3 tony słody wędzonego. Nieźle co? Znajdą się pewnie tacy, co powiedzą, że to nie prawda. Matematycznie niemożliwe. Od razu powiem, myślcie co chcecie, ale jak powąchacie to piwo to uwierzycie w mą teorię „z pierwszej ręki”.

Smak. Niesamowita oleistość piwa potęguję jego bezkompromisowość. W pewnej chwili naprawdę bałem się, że w wielkim pragnieniu pomyliłem szklanki i zamiast piwa, piję stojącą nieopodal buteleczkę z ropą naftową. Nasycenie jest dość niskie. Goryczka ładna, popiołowa. Jeśli pijący nie został zmasakrowany przez aromat i smak, to goryczka dokończy dzieła zniszczenia. Gdzieś w tle, próbuje majaczyć czekolada, ale każda jej próba wyjścia z tła kończy się potężnym plaskaczem od dominujących tutaj nut torfowych.

Piwo jest zdecydowanie sesyjne. Pod jednym warunkiem, że sesje z piwem urządzacie sobie raz na kila dni. Hahahhaa, Hueheheh. Suchar był, więc do dzieła. Podsumujmy to. „Nafciarz dukielski” to jedno z najbardziej bezkompromisowych, hardkorowych piw jakie piłem. Z pewnością znajdzie tyleż samo fanów, co przeciwników. Ale prawda jest taka. Nic, dawno, nie zmiotło mnie tak bardzo jak to piwo. Zapamiętam je na długo. Ciekawe co na to Imperialny Smoky Joe dojrzewający po cichu w Gościszewie.

PS. Nie obrażaj się nafciarzu ze zdjęcia, że jesteś poza ostrością. Po prostu tak kocham to szkło, że to ono musiało być bohaterem tej foty 

avatar
Napisane przez

Majk