Brokreacja Piwne Freaki

Brokreacja & blogiery. The blogger

Brokreacja & blogiery. The blogger

Zachęcony pojebaną co by nie było nazwą, rozłożyłem przed swoim dabel ipa glassem całą masę klamotów. Moje szkło jest specjalne. Nie takie jak szkło zwykłych ludzi. Moje szkło ma zwężaną mocniej niż w zwykłych krosnach szyjkę. Wykonane jest ze wzmocnionego, hartowanego szkła. Tak, bym mógł wkładać sobie szklaneczkę w tyłek, jak już dostanę ośmiokrotnego orgazmu po degustacji.  Moje szkło ma specjalny grawer do wymuszania lepszej piany. Myję je w zmywarce oddzielnym programem. Jak chcę umyć swoje szkło, to wywalam ze zmywarki wszystko co w niej zastaję. Nie ma tależy na obiad? Pal licho. Moje szkło ma się myć samo. By nie przeniknęły do niego żadne niepożądane w naszych piwach aromaty. Tak, bym mokre kartony mógł zarzucać piwom mając czyste sumienie, że to nie resztki obiadu mi w szkle walą.

Na wstępie ustalmy. To nie jest piwo dla normalnych ludzi. No weźmy choćby nazwę. Nazwy powinny być proste. Coś jak Berlinki, Coca-Cola, Mc Drwal z ostrym sosem, czy Lager. A tu. Patrzę na etykietę i czytam: Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale. W połowie nazwy zapomniałem już co było na początku. Tłumacząc na ojczysty  język Macierewicza. Mocne dymione wiśnią piwo górnej fermentacji leżakowane w drewnie. No nie oszukujmy się. Przeciętny Kowalski, po przeczytaniu czegoś takiego wybiera sobie najwyższy blok w okolicy, wchodzi na dach i ładuje na główkę w dół.

Pierwszym klamotem  rozłożonym przed dabel ipa glasem po tuningu jest linijka. To nią mierzę wysokość piany i grubość poszczególnych bąbli w tejże pianie. Swego czasu używałem też ekierki, lecz nie do końca dopracowane kąty unoszenia się bąbelków zabierały mi całą chęć do dalszej degustacji. Jak wiecie, pić trzeba, więc z ekierki zrezygnowałem. Tutaj grubości sięzgadzają, piany prawie zero. Mam podejrzenia, że to przebiegła żona podrzuciłam mi na złość kostkę smalcu do zmywarki, ale nie złapałem jej za rękę. Nie będę oskarżał.

W zapachu jest cała gama nut i aromatów jakimi powinien cechować się styl Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale. Zerknąłem do podręcznika zatytułowanego: „Węchowe pojeby. Jak z tym żyć.” i znalazłem tam idealne potwierdzenie. Wędzonka wiśniowa jest tu wyczuwalna w 150%. Nie jest to jakiś tam dym z gruszy, czy jabłoni. Grusze, czy jabłonie są dla plebsu. Tu jest wiśnia. Jest takie powiedzenie: „W Polsce się wiśni”. Nie wzięło się ono znikąd. Kocham wąchać pieprz. Każda moja wizyta w Aldiku, czy innej Almie przeciąga się w nieskończoność, gdyż zastygam przy półce z pieprzem. Wącham wszystkie te zalakowane młynki. Wącham zamknięte torebki od Kamisa, czy Winiar. Pieprz pachnie świetnie. Tak jak w tym piwie. Od razu czuć, że to najwyższa klasa pieprzu. Gniecionego gołymi stopami hinduskich dziewczynek. Takiego pieprzu nam w piwie trzeba.

Co tam dalej? Żyto. Rye. Tak, tak. Obejrzałem u Kopyra, czy tam Kopika, że żyto to ma kisiel robić w piwie, ale co oni wiedzą. Ja wiem, że żyto pachnie. Żyto wniosło tu złożone aromaty późnej wiosny. Wiosny wąchanej wśród pól jednej z wsi wschodniego Podkarpacia. Wiosna na Podkarpaciu pachnie najlepiej. Polecam powąchać wiosnę na Podkarpaciu. Dla ułatwienia podpowiem Wam, że żytem pachnie ta wiosna. Kocham ten aromat.

No i to co blogerzy lubią najbardziej. Leżakowanie w drzewie. Wszyscy wiemy, że najlepsze piwo, to takie, które poleży w drzewie. Najszczęśliwsi piwosze to tacy, którzy mieszkają koło jakiejś dziupli. W takim wypadku jest już z górki. Wystarczy wrzucić do dziupli petardę, by pozbyć się rudego mieszkańca. Po uśmierceniu wiewióry wkładamy do dziupli swoje piwa i pozwalamy im tam stać kilka miesięcy. Tak wyleżane w drzewie piwo smakuje zupełnie inaczej. Cechuje się milionem wspaniałych aromatów i smaków, których nie umiem nawet opisać. Pamiętajmy jednak, by dziupli nie wietrzyć. Cała frajda polega na utrzymaniu zaduchu w dziupli.

Rozmarzyłem się w tych aromatach, ale sami widzicie, jak to piwo pachnie. Rozmarzony rozłożyłem więc papierki lakmusowe. Zawsze przed degustacją należy zbadać pH piwa. Bez pH nie ma picia. Degustowania znaczy. Papierem zabarwił się na różowo, oddałem go więc dziecku. Niech się bawi. Ja spokojnie mogę rozpocząć ceremonię picia. Jeszcze tylko wizyta w kuchni. Tam mam filtr wody. Muszę przepłukać usta przefiltrowaną wodą. Trzy razy. Nie może przecież być tak, że na smak wpłynie mi poranny colgejt, czy kawa wypita w korpo. Smak piwa musi być czysty. Jak zmywarka w której myjemy swoje degustacyjne szkła.

Kurde, coś mi tu nie smakuje. Aaaa! Telewizor. Pieprzony mecz. Zakłóca mi odbiór. Bodźce piwne mi spłyca. Wyłączyłem dziada. Mój błąd, że grał. Teraz już do dzieła. Pierwszy łyk. Z rozmarzenia wyciągnął mnie kaszel. Mój własny kaszel. Tak się rozmarzyłem, że zapomniałem oddychać. Dusić się zacząłem po dwóch minutach. Normalna rzecz przecież. Picie, piciem, ale oddychać trzeba. Uważajcie z tym marzeniem przy piwie. Marzcie, ale oddychajcie.

Nawet nie wiem kiedy wlałem w siebie całą szklankę Bloggera. Nie będę pisał za długo o smaku bo muszę opróżnić zmywarkę. Chciałbym coś jeszcze dziś zdegustować, a po innym piwie szkło się nie nadaje. Umyć trzeba. W skrócie napiszę tylko, że prócz oczywistych wad spowodowanych choćby skróceniem przerwy białkowej, piwo jest całkiem pijalne. W skali do dziesięciu dałbym mu półtora. To wysoka ocena. Życie jest długie. Nie mogę sobie pozwolić na wystawienie dobremu piwu noty 7/10, bo jakiemu dam 8? To nie takie proste. Temu fajnemu piwu dam 1,5/10. Za pomysł, za leżakowanie w dziupli. Za wrzucone do kadzi młynki z pieprzem. Za podkarpacką wiosnę na wsi. I powiem Wam, że długo zastanawiałem się nad fenomenalną oceną 2/10, ale nie. Jakbym za darmo to piwo dostał, to bym dał dwa. Kupiłem je, więc obiektywnie oceniam.

Świetna robota. 1.5/10

baner-wpis

 

avatar
Napisane przez

Majk