Birbant Lager Piwne Freaki

Birbant. Jamarillo. California Common

Birbant. Jamarillo. California Common

Czołem pochłaniacze. Dziś pochłoniemy coś, co nie myślałem, że będzie takie dobre. Piwo dolnej fermentacji. Ksiądz na bierzmowaniu mówił: „jak zaczniesz doceniać dobre piwo dolnej fermentacji, to znaczy, że albo już za dużo wypiłeś, albo zaczynasz mieć pojęcie o piwie”. Nie rozumiałem go, tak samo, jak nie rozumiałem, dlaczego na trzecie imię wybrałem Dominik. To wbrew logice.

Swego imienia nadal nie rozumiem, ale z lagerami zaczyna mi się układać. Po wypitym ostatnio „złoty pisiont” z Artezana, czy Tomyskim z Nepomucena, przychodzi czas na kolejne świetne piwo dolnej fermentacji. Nie dodałem do zbioru „świeżego” Kasztelana z dnia wczorajszego, ale to tylko po to, by się nie narażać piwnym radykałom. Tym co to na grilla nic, nigdy, bo teku na działce nie ma.

Dziś przed nami „Jamarillo”. Bardzo fajne, rześkie, choć mocno słodowe piwo. Ciemno złote, ubabrane jakoś, brudne, ale wygląda ładnie. Piany nie uświadczyłem, ale to moja wina. Kolejny raz przekonałem się, że szkieł nie myje się razem z dupskiem, w bidecie. Jamarillo pachnie słodyczą, zbożem i mocno dojrzałymi tropikami. Owoców tropikalnych wcale nie ma tak mało, co mnie zaskoczyło tak samo pozytywnie, jak dekolt u Farny na jednej z ostatnich imprez medialnych.

Pije się to mega przyjemnie, bo każdy łyk kończy delikatna, trawiasta goryczka, dając pałką w czapkę słodyczy, która bez goryczki mogła by zamulić. Od zamulania jest robota, a że dziś jest piątek, to kończę. Jeśli boicie się podejść do tego piwa, bo nie lubcie nudy, to nie bójcie. Nuda Was nie zabije.

avatar
Napisane przez

Majk