Baba Jaga Piwne Freaki Pszeniczne

Baba Jaga. Mulk

Baba Jaga. Mulk

Bym nie wiem jak się starał pisać na poważnie, to przeszkodzą mi w tym króliki.  Jeden z nich jawnie i bezwstydnie wprowadza materiał genetyczny do organizmu królika drugiego. Cała ta ruchawcza orgia dzieje się na etykiecie. Oczami wyobraźni rysuję sobie sytuację, że sześcioletni chłopczyk poszedł do Tesco na zakupy. Z rodzicami. Kupić kiełbaskę, jajeczka, wódkę i co tam jeszcze na Wielkanoc jest potrzebne. Chłopczyk ten, czekając na tatusia wsadzającego do koszyka siedemnastą już butelkę ognistej wody kontempluje etykietę Mulka. Widzi te króliki. Kilkanaście lat później, przebrany za Spidermana morduje bezwzględnie przypadkowo napotkanego w centrum miasta gołębia. Jak widać, z etykietami trzeba uważać. Kostium spidermana już mam. Kto wie, kto wie.

Abstrachując od królików. Po przelaniu do szkła okazuje się, że piwo jest jednym z lepszych pszeniczniaków jakie piłem. A jestem ekspertem. Pszeniczniak z Ambera, Książece pszeniczne i ten…no… ten… z Bayernu Monachium…ten… no….Paulaner. Ekipa mocna, a Mulk zamiata towarzystwo jak Pudzian w Calais.

Zdjęcie kłamie. Piwo jest dużo jaśniejsze. Wygląda, jakby BJCP Nazi trzymało je w obozie dobrych kilka miesięcy. Trzymało, czy nie, fakt jest taki, że to idealnie jasnozłote piwo. Mocno zmętnione. Pokryte…tfuu, okryte wysoka, białą i gęsta pianą. Wzorcowe piwo pszeniczne. Jakby porównywać tę degustację do motoryzacyjnych przygód, to zaczęło się z grubej rury. Jak ruszanie moim A3 z dwójeczki spod czerwonego światła. Później jest tylko lepiej. Na trójce widzę w lusterkach zostających w tyle oponentów w Fiacie Panda i dwóch Seicentach. A w piwie? Wącham bardzo intensywne banany. Dojrzałe. Mocne. Goździk też tu śmiga, ale wróćmy na drogę, bo okazuje się, że ze skrajnie lewego spod tych samych świateł ruszyła betka trójka. Rocznik 97. Czwórka w mym TeDeIku, to prawdziwy demon. Już po kilku sekundach miałem problem z odczytaniem tylnej tablicy rejestracyjnej beczki, która wyprzedziło mnie o dobrych dziesiąt metrów.

A piwo smakuje bosko. Banan, lekki goździk. Kwaśność niewielka. I dobrze, bo w pszeniczniakach kocham banany. Piwo nasycone jest idealnie. Szczypie lekko w język, ale nie jest to uczucie porównywalne z kręceniem wora. Bardziej mamy tu do czynienia z lekkim szczypaniem, takim wiecie? Tak, jak to kobieta szczypie swoje dziecko. Z uczuciem. Świetnie. Rześko. Idealnie. Może to dlatego, że Mulk kupił mnie erotykiem z etykiety. Może dlatego, że to moje pierwsze piwo od tygodnia. Ale szczerze? Nie sądzę. Mulk to po prostu świetne piwo. Pyszne.

avatar
Napisane przez

Majk

  • Lesio

    Przepyszne piwo .Najlepsze jakie piłem w tym roku .Ekologiczne bez pestycydów i innego świństwa GMO .