Artezan Barley Wine Piwne Freaki

Artezan Preparat

Artezan Preparat

Stało się nieszczęście i złapałem bakcyla na nagrywanie filmików o piwie. Na tę chwilę walczę ze sprzętem, tremą i wypizdem w piwnicy. Lecz w przeciwieństwie do francuzów jestem istotą raczej waleczną i jak wbiłem sobie do zakutego łba, że „jestę aktorem”, to raczej będę to realizował. Na tę chwilę nie wiadomo co z tego wyjdzie. Na razie musicie przymknąć oko na moje filmowe wybryki. Będę starał się podnosić warsztat, by nie kłuć Was w oczy i uszy. Sprawa jest rozwojowa 😉

Tym czasem wcale nie zamierzam przestać pić łakoci i truć na ten temat w internetach. Na warsztat wjeżdża Preparat, czyli piwo pożądane przez piwnych freaków mniej więcej tak bardzo, jak seksowna stażystka w gimnazjum. Barley Wine, wino jęczmienne, napój Bogów. Piwo to ma jeszcze jedno określenie niezbyt popularne wśród piwnych freaków, ale z życia wzięte. Autorstwa mojej żonki: „jebie jak słodka pryta z kiełbasą” 🙁

No cóż. Wychowane mnie tak, że żony raczej nie zmienię. Po za tym kocham ją, mimo piwnego niedowładu, jakim jest obdarzona. Na szczęście Preparat nie zajebał focha jak to usłyszał i przelany do szkła obdarzył mnie zajebistym aromatem. Aromatem suszonych owoców, karmelu, zboża i wędzonki. Wędzonki bardzo przyjemnej, a nie znanej z wiejskiej kiełbachy przypalonej na ognichu, jakby to widziała moja połowica. Piwo pachnie świetnie i gdyby nie to, że miałem nadzieję, na jeszcze większą ucztę w smaku, to mógłbym poprzestać na jego wąchaniu.

Pierwszy łyk, to wzorowa słodycz. Każdy zakamarek gęby, każda bakteria dłubiąca dziurę w zębie. Każdy mililitr śliny. Wszystko to zostaje zalana zajebiście gęstą, słodką cieczą. Tak jak w aromacie, mamy tu suszone owoce (multum suszonych owoców), mamy zbożowość, mamy słodycz. Mamy w końcu idealnie współgrającą z suszonymi owocami wędzonkę. Chodzą słuchy, że pierwszy Preparat był lepszy. No to ja aż się boję, co on wyrabiał z kubków smakowych, bo obecny Preparat pozamiatał mnie całkowicie.

Dziewięć woltów robi swoje. Alkohol czuć zarówno na języku, jak i w przełyku (co ja jadam, że do rymu gadam). Jest to jednak uczucie szlachetne. W żaden sposób nie odrzucające. Całą tę smakową rozpierduchę kontruje całkiem rozsądna goryczka, lekko alkoholowa, grzejąca. No i tak dochodząc do końca, muszę się Wam przyznać do babola. Piwo to powinienem degustować. Co drugi łyk, maczać w nim palec i smarować się nim za uszami, niczym najdroższą perfumą. A ja tym czasem, jak prostak. Jak żul pod sklepem. Wypiłem je w kilkanaście minut. Smakowało mi pierwszorzędnie. Po mistrzowsku.

Całe szczęście druga butelka stoi w piwnicy. Czeka. Nęci. 

Browar: Artezan

Styl: Baley Wine

Wysokość ekstraktu: 22

Zawartość alkoholu: 9 %

IBU: Średnia, lekko alkoholowa. Szlachetna

Piana: Bardzo nikła. Biała. szybko się podziurawiła i prysła

Barwa: Bursztyn. Lekko zmętnione

 

 

 

avatar
Napisane przez

Majk