Artezan Pale Ale Piwne Freaki

Artezan. Podwójny Pacyfik.

Artezan. Podwójny Pacyfik.

Piszę do Was jako zabity. Zabity, poległy, pozamiatany. Napisałbym zgwałcony, ale muszę się ograniczać. To czytają matki i dzieci. Co mnie zgwałciło więc? W weekend dobrze zrobił mi Podwójny Pacyfik. Pisałem w niusach, że liczę na trzepanie kubków smakowych. Doczekałem się. Przetrzepało mnie wzdłuż i wszerz. Ale od początku.

Jestem rodzinnym piernikiem. Nie takim, co to się go żre w Święta. Takim, co to w sobotę zaprasza do domu rodzinę, ubiera się w dres i siedzi przy piwie do wieczora grając w Monopol. Szczycę się tym, ale są tego minusy. Minusy w postaci choćby nie uczęszczania na piwne imprezy. W sobotę do pubu „u Fotografa” zawitał Artezan z premierą opisywanego tu piwa. A ja robiłem co? Zastanawiałem się czy opchnąć siostrze hotel za długi. Do hotelu dorzuciłbym linie kolejowe. Niech mnie tylko wykupi z więzienia. Pieprzony monopolowy spisek. Jak zawsze w tej grze, los się na mnie zaparł.

Całe szczęście dorwałem Podwójnego w butelce. Czekałem na niego od piątku. Stal w lodówce i kusił. Skusiłem się w sobotę. Przelałem do szkła. Piękne złoto, wysoka gęsta i trwała piana. Optyczna klasa, a to dopiero był początek. Zapach to swego rodzaju gra wstępna do gwałtu jaki nastąpi przy pierwszym łyku (a może przy ostatnim?). Brzoskwinia, ananas i bardzo, ale to bardzo wyraźna nafta. Wszystko to pachnie mega intensywnie. Zarówno po wepchnięciu sobie szyjki butelki do nosa, jak i po wepchnięciu sobie do nosa całej szklanki. Pięknie, mocno, intensywnie.

A co w smaku? Bardzo złożone piwo. Gęste, w początkowej fazie słodkie. Owocowa słodycz szybko kontrowana jest czystą, orzeźwiającą goryczką. Goryczka, w moim odczuciu mogłaby być troszkę wyższa, choć w takiej postaci jest ona pięknym nawiązaniem do oryginalnego, „pojedyńczego” Pacyfika. Piwo ma bardzo fajną, słodową podbudowę. Obkleja każdy zakątek jamy ustnej. Nie ma w nim najmniejszych wad. Nawet lekko likierowy, słodki alkohol pasuje tutaj idealnie i nie ma najmniejszego wpływu na pijalność. Uważajcie na to piwo. Jest ekstremalnie pijalne, a alkohol robi swoje. Potrafię sobie wyobrazić bezproblemowe wypicie 5-6 tych piw jednego wieczoru. Tak jak pija się oryginalnego Pacyfika. Różnica jest jednak taka, że nie potrafię sobie wyobrazić poranka po takim posiedzeniu.

Zakochałem się. Mam nadzieję, że piwo to wejdzie do stałej oferty browaru. Doznaniami zbombardowało mnie tak jak porządne Imperial IPA. I nie chodzi o bombienie łba, a raczej o gwatł na węchu i smaku. Gwałt w sensie pozytywnym. Przyjemnym. Świetne. Wasze zdrowie. Zdrowie jeży z Artezana !

avatar
Napisane przez

Majk