American IPA (AIPA) AntyBrowar Piwne Freaki

AntyBrowar. Propaganda. Red AIPA.

AntyBrowar. Propaganda. Red AIPA.

Jak żyć pijąc piwo rzemieślnicze? Jak żyć?
Przychodzi ta godzina. Godzina meczu. W piłeczkę. Kto mnie zna, ten wie, że przynajmniej 3 godziny w tygodniu poświęcam na oglądanie piłki. W samotności. Na kanapie. Taki wiecie? Emocjonalny reset mózgu. Oczywiście na kanapę zabieram ze sobą piwo. No i tutaj pojawia się kłopot. Kłopot bogactwa. Bo od pewnego czasu poziom piw rzemieślniczych jest tak wysoki, że jest kłopot ze spokojnym oglądaniem kopaczy.

Weźmy taką „Propagandę” z AntyBrowaru. Nie znam tej ekipy. Nie znałem ich piw. Etykieta śliczna, nazwa wpada w oko, styl piwa też w porządku. Wziąłem więc i wytargałem ze sklepu. Siadam na dupie przed telewizorem. Fotkę strzeliłem chwilę wcześniej by nic nie rozpraszało mi meczu. I wiecie co? I chu.. Rozproszone. Pozamiatane. Lewandowski może sadzić bramę za bramą. Grosicki z Peszką mogą obalać flaszkę na środku boiska. Mogą obracać na tymże środku gorące laski. Ale ja tego nie zobaczę. Nie zobaczę, bo otworzyłem to piwo. „Propaganda” jest śliczna. Ciemno miedziana barwa. Jak herbata. Zaparzona na mocno. Tak jak lubię. Piana? To jakiś wytwór śniegopodobny. Gruba czapa. Gęsta. Ruszyć ją może chyba tylko młot pneumatyczny. Taki wiecie? Do asfaltu. Piana towarzyszyła mi do ostatniego łyka. Szkło zakleiła tak, że zmywarka zgłosiła mi „Error” na programie płukania.

Finowie tracą kolejne bramki, a ja nic. Ślepy. Ślepy, bo wącham. Wącham ten najazd aromatów. Inwazję zapachów. Czerwone owoce, dojrzałe tropiki, żywica. W końcu ciastka i karmel. Ależ to pachnie. To wszystko z piwa? Serio? Serio, serio. Odpowiedziałem sobie przegapiając kolejną bramkę Wszołka. Dobry chłopak. Zginął na dwa lata, lecz Włochy robią mu dobrze. Zupełnie tak, jak dobrze robi pierwszy łyk piwa. Solidna podbudowa słodowa. Ale nie, że za słodkie. Co to to nie. Są tu skojarzenia z herbatą. Taką wiecie? Zimną, mocną herbą. Jest tu żywica. Są dojrzałe, czerwone owoce. Całość wieńczy dość solidna, ale nie męcząca goryczka. Goryczka ma żywiczno-cytrusowy charakter i idealnie współgra ze słodową podstawą. Całość uzupełnia się jak dobra potrawa. Mam wrażenie, że w tej grze (tfuu, piwie) nie ma przypadku. Gdzieś w tle każdego łyka majaczy karmel, przypalany, podchodzący wręcz pod słodką czekoladę. Ale to tylko majaczenia. Obecne, lecz nienachalne. Świetne. Piwo lekko szczypie w język, ale w moim odczuciu to również dobrze dla odbioru. Kolejny wymiar piwa. Który to już? Czwarty? Piąty? Gol piąty na pewno. Grosicki po raz drugi. Nie lubię go, lecz chłopak się broni statystykami.

Piwo pokochałem. Zdrówka!

avatar
Napisane przez

Majk