Barley Wine Holandia Piwne Freaki

American Barley Wine z Brouwerij Kees

American Barley Wine z Brouwerij Kees

Zakleiło mi gębę. Tydzień zajęło mi jej rozklejanie. Ależ kleiste piwo. Ależ gęste. Przekonałem się do BW. Do barleyów łajnów. Do tych słodkich na wskroś wariatów. Lubię otworzyć sobie takiego wariata i ciumkać go długie minuty. Jest problem gdy żona mi wpadnie do pokoju. Albo syn. A ja z oznaką dyzartrii. Z gębą zaklejoną. „Znów się nachlał” – myśli żona. „O, w końcu gada jak kumple ze żłobka” – dodaje w myślach dwulatek. To nic z tych rzeczy. To zaklejenie. To słodycz.

Lubię to. Bursztynowe, gęste jak miód piwo. Piana malutka, za to zapach wynagradza. Ile znamy wymiarów? Nowe telewizory znają trzeci wymiar. Ja, wracający z dyskoteki znam ze cztery. No a w tym piwie? Dojrzałe, ciemne owoce. Śliwki, rodzynki, karmel, cukier, toffi,  likier, zboża. Dojrzałe tropikalne owoce. Słodkie. Do granic. W końcu aromaty kojarzące mi się z winem.  Mam liczyć dalej? Nie ma potrzeby.  Toż to bomba jest. A pamiętamy, że pisze się tu o piwie. I to wcale nie tym z najwyższej póły stylu Barley Wine. Nie tej spod sufitu w piwnym sklepie. Piwo, o którym się tu pisze, to trzecia półka od góry. Nieźle nie?

Tak, czy siak. Cenowo wychodzi to całkiem nieźle, bo to raptem dwie rodzime ipy. Jeśli nie posmakuje, to przynajmniej będzie można zasadzić rzeżuchę w ładnym kapselku lub użyć zagranicznej etykiety jako podkładkę pod mychę. Lecz spokojnie. Zasmakuje Wam. To piwo jest solidne. Dobre. Umila czas. Nie zawodzi. Nawet jeśli liczyłeś na większy wpływ słowa American w nazwie. Ja liczyłem. Wpływ jest nieduży. Słodycz wygrywa. Tak, czy siak. Dobre.

avatar
Napisane przez

Majk