Grażyna Piwne Freaki

Amber Koźlak, czyli Janusz ma chcice

Amber Koźlak, czyli Janusz ma chcice

Grażyna!! W tech chwili przyjdź no do mnie! Mą żoną jesteś. Spełniła byś małżeński obowiązek!

Grażynę ogarnęło przerażenie niemałe, gdyż nie prała januszowych gaci od dobrego tygodnia. Kubeł mu naszykowała. By gacie wrzucał do kubła, a on nic. Nie wrzuca. Jak nie wrzuca, to i wanny nie odwiedza. Smród jeden. Brudas. I jak ona ma się z nim bzykać? Lambica chce jeszcze dziś wypić. Jak ma żyć?

Grażyna swoje lata ma. Wie jak chłopa udobruchać. Jak ugasić jego śmierdzące zapały. Pociąg niby. Z czym do ludzi. Zdzich. Zdzich, to co innego. Zawsze pachnący. Zadbany. Adorujący ją. Kwiaty nawet czasem kupi. A ten cap z tramwaju? Tylko piwsko żłopie. Jeszcze by żłopał po ludzku. By na browar.biz wchodził. To nie. Żłopie ten euroszit zasraniec jeden.

Wzięła więc Grażyna ostatnią butelkę z porannych zakupów. Ostatnią deskę ratunku. Wzięła ze sobą drogowskaz z napisem „ochrona przed seksem ze cepem starym”. Wzięło do ręki butelkę „Koźlaka” z Browaru Amber. Stwierdziła, że coś nowego mu zapoda. Coś czego jeszcze nie pił. Może mu zasmakuje. Może się zaciekawi. Wzrok od niej oderwie. Seksu mu się odechce. Lambic na nią czeka. Szkoda czasu na cepa. Posapie minute i tyle z tego. Nawet orgazmów z tego nie będzie. Zero. Nic. Nul. Gacie brudne jedynie.

Wlała mu to piwo do szkła. Że niby usłużna taka. Piana piękna. Wysoka, jak januszowe libido w ten piękny wtorek. Piwo barwy mocnej herbaty. Przejrzyste. Klarowne, jak plan Grażyny. Janusz spojrzał na nią nieufnie, ale nie mógł się oprzeć pierwszemu haustowi. W powietrzu roznosił się słodki zapach. Zapach ciasta, karmelu i słodów. Co ciekawe Grażyna wyczuła również bananowe klimaty. Zapach skojarzył jej się z dunkelweizenem, ale nie mówiła tego na głos. Napisze później na browarbizie.

Janusz wziął pierwszy łyk spodziewając się mocnego, wyginającego gębę piwa. W sumie to ta moc pociągała go najbardziej, ale zdziwił się. Zdziwił się, bo myślał, że każde ciemne piwo smakuje jak zimna kawa wymieszana z czekoladą. Hipsterka jakaś. Tutaj nic z tych rzeczy. Tu jest słodko, gęsto. Coś jakby wymaczać chlebuś w piwie. Dolać do tego roztworu karmelu. Słodko. Piwo gęste w porównaniu z piwami, które znał wcześniej.

Grażyna! Co to jest za wynalazek znowu? Piżamę byś założyła. W piżamie podobasz mi się najbardziej. Tą wiesz? Po babci Stasi. Z każdym łykiem smakowało Januszowi bardziej. Fajnie go kołysze to piwo. Mocne chyba. Koźlak? Co za koźlak. Czemu tak. „To z niemieckiego. Bock, kochanie. Bock to kozioł”. Janusz kolejny już raz ostatnio zastanowił się skąd jego stara wie to wszystko. Zastanawiał się tylko przez chwilę. Lulał go dobrze ten koźlak. Błogo mu się zrobiło. Piwo zdawało się z każdym łykiem gęstsze. Jak ciasto Grażyny na komunię córy upieczone. Dobre.

Zasnął tak Janusz w fotelu. Gaci do kubła znów nie wrzucił, lecz Grażyny to nie obchodziło. Niech się pasażerowie w tramwaju martwią, że śmierdzi śmierdziel. Ona ma Zdzicha. I duża butelkę Lindemansa, którą wypije dziś oglądając „Azja Ekspres”.

avatar
Napisane przez

Majk