Amber Piwa codzienne Porter Bałtycki

Amber Grand Imperial Porter

Amber Grand Imperial Porter

Jak dobrze mieć rodzinę. Napisałem to zdanie z pełną świadomością i znajomością również minusów posiadania tejże. Wiadomo, bez rodziny prościej. Smutniej często pewnie, ale i prościej. Możesz, na przykład na spokojnie puszczać bąki pod kołdrą nie obawiając się srogiej zemsty małżonki, a nie daj Boże dziecka. Wiecie jakie dzieci puszczają okropnie śmierdzące bąki? Nie bez powodu dzieci  nazywamy pieszczotliwie śmierdzielami, lub gnojami śmierdzącymi.

Posiadanie rodziny ma jeszcze jeden wielki plus. Otóż diametralnie zwiększa się częstotliwość wszelkiej maści imprez „kulturalnych” odbywających się w Waszym domu. Jedną z takim imprez mogą być imieniny. Na imieniny wpada masa gości, w tym sąsiedzi. Z sąsiadami jest jednak zawsze jeden problem. Sąsiedzi przynoszą ze sobą mało piwa, a piją go dużo. Sytuacje dodatkowo komplikuje fakt, że sąsiadom jest całkowicie wszystko jedno co piją. Nie ma dla nich znaczenia, czy wlewają w siebie siedemnastą już danego wieczoru Perłę, czy wyjęli sobie właśnie z twojej szafeczki, skryte w najdalszym zakątku chińsko-pakiństańkie India Pale Ale z dodatkiem odwłoków chrabąszczy. 70zł za butlekę 0.33. Nie ma to dla nich znaczenia.  Nie ma dla nich również znaczenia, że odkąd weszli wypili Twój sześciopak Carlsberga, którego to pijesz na co dzień. Jak nikt nie widzi. Na każdej bibie przychodzi moment, gdy kochany, mocno już zamglony sąsiad mówi:

„ejj, Michaś, ty to jesteś taki miłośnik piwa. Wrzuć no coś dobrego na stół! Wiem, że w szafeczce masz dużo. Sąsiadowi pożałujesz?”

No i teraz wyjścia są dwa: pierwsze, to takie, że padasz na ziemię udając atak wyrostka (padaczka też może być).  Jeśli jesteś dobrym aktorem, to jest szansa, że sąsiad łyknie i pójdzie prędko do siebie, bo po co mu kłopoty. Takie rozwiązanie ma jednak minusy w postaci: a) wszyscy mogą się zorientować, że udajesz i wezmą Cię za „tępego chuja”, co to jednego piwka żałuje swym gościom. b) wraz z sąsiadem ewakuuje się reszta gości, która to przecież nie przeszkadza Wam aż tak bardzo, bo nie chce wypijać Wam skarbów z szafy.

Drugie wyjście, to takie, które wybieram zawsze ja. Aktor ze mnie za słaby na udawanie padaczki, więc wrzucam na gębę uśmiech, że niby wiecie, żaden problem. Ciągnę więc nogami, powoli, robiąc w głowie dogłębną inwentaryzaję szafy. Bilans zysków i strat. Dziś padło na Grand Imperial Portera z browaru Amber. Termin przydatności to wrzesień. Mocny zawodnik, sąsiad się ucieszy.

Wspomniana wyżej sytuacja ma miejsce wyłącznie, gdy wieczorne obowiązki (nie związane z małżeństwem i łóżkiem, uprzedzając Wasze heheszki) nie pozwalają mi pić piwka z gośćmi. Jeśli sam spożywam piwo, to problemu nie ma. Otwieram na szybko dwa „Ataki chmielu” i po dwóch łykach, to sąsiad wychodzi na „tępego chuja”, bo gardzi i z wykręconą od goryczki gębą leci w podskokach do domu, by przynieść czteropak Perły niepasteryzowanej.

Wróćmy do wspomnianego piwa. Sąsiad ugotował się po 1/3 butelczyny i udając atak wyrostka poszedł do siebie spać. Przelane mu piwo było czarne jak smoła, choć pod światło jakieś światełko na końcu tunelu próbowało się przebijać. Piana niezbyt obfita, aczkolwiek ładna, gęsta i zbudowana z drobnych pęcherzyków. Sąsiad piwo pił ciepłe. Taka kara, za to, że mi szafę opija. Piwo było ciepłe od początku, więc nie bardzo ma znaczenie, że podszedłem do niego po dwóch godzinach, gdy już mogłem sobie na nie pozwolić. W aromacie wędzone śliwki, czekolada, słodycz. Alkoholu całkowicie brak. Jakby się uprzeć, to w tle majaczy delikatna kawa, ale to granica autosugestii. Po śledziu, kiełbasie i torcie imieninowym nie wiem czy na pewno ją czułem. W zapachu jest bardzo sympatycznie.

W smaku bardzo delikatnie, jak na porter. Znów mamy czekoladę, mamy suszone owoce. Do śliwki dołącza coś jeszcze. Wisienka? Ale taka z likieru. Ten likier również tu czuć. W smaku alkohol jest już zauważalny, lecz w bardzo przyjemny, gładki, likierowy właśnie sposób. Piwo było otwarte przez dwie godziny, niby zakapslowane, ale jednak otwarte. Stąd wysycenie na bardzo niskim poziomie. Niesamowicie dobrze mi się je wypiło. Cieszę się, że mam jeszcze jedno z tej warki. Niech stoi dalej. Do następnych imienin.

I widzicie jak to dobrze mieć rodzinę? Gdyby nie rodzina, nie byłoby imienin. Sąsiad nie wpadłby na krzywy ryj. Nie otworzyłbym Grand Imperial Portera trzy miechy po terminie. Trzymałbym go dalej, jak piwny snob, co to na piwa patrzy jak leżakują. Pyszne piwo. Polecam.

 

 

 

avatar
Napisane przez

Majk