Amber American Pale Ale Piwa codzienne

Amber American Pale Ale

Amber American Pale Ale

Grażyna!!? Coś Ty mi tu kupiła babo gruba? Gdzie jest piwo? W jakim Ty sklepie dziś byłaś? Zdzich Cię pewnie zabrał. Adorator pieprzony. Coś Ty mi tu kupiła. Dziś mecz jest, Lewandowski dla Niemców będzie strzelał i ja mam to pić? Przecież to smaku piwa nie ma. Grażyna, przecież to smakuje owocami, żywicą. Jakkolwiek smakuje. Piwo nie ma smakować. Grażyna, do cholery, co z Tobą znowu? Hipsterki Ci się zachciewa? Zupę byś ugotowała.

Zdegustowany piwosz przelał wymysł Grażyny do kufla. Mroził kufel całą noc, a tu mu żona, „pożal się Boże piwo” kupiła. Śmierdzące jakieś. Cytrusy, zboże, żywica. Co to ma być? Jakby chciał takie rzeczy wąchać, to by się w perfumerii, a nie w tramwajach zatrudnił. Piwo dla modeli z Mediolanu. Dla hipsterów jakichś. Przystojniaków. Lalusi brodatych. Prawdziwi mężczyźni z wąsami nie powinni pić takich piw. Dobrze, że lekko to pachnie. Nieintensywnie. Może jakoś to wchłonie na szybko.

Musiał przyznać, wygląda to piwo ładnie. Złote, piana ładna, gęsta. Sufit zakleja po nalaniu do szkła. Janusz zauważył jeden problem. Piwo jest zmętnione. Co to? Czyżby browar nie potrafił piwa robić? W browarze nie wiedzą, że jak piwo, to idealnie przejrzyste. Jak woda? Górska. Ze strumienia. Januszowi włosy na plecach stawały ze złości, ale wziął pierwszy łyk.

Zboże. Coś co czuje w swoich piwach. Lecz prócz zboża jest coś innego. Ze wstydem to przyznaje, Grażynie nie powie, ale posmakował mu ten łyk pierwszy. Ucieszył się w głębi duszy, bo Zdzich, adorator pieprzony, nie mógł brać w tym udziału. On nie kupił by mu takiego piwa. Złotówki by nie dołożył. Tym bardziej, że już po butelce widać, że to droższe piwo jest. Mimo, że perfumami zalatuje, a trawiasta gorycz zabija, to da się pić. Złość powoli przechodzić zaczęła w zadowolenie. W zaciekawienie. Zaciekawiły go te lekkie cytrusy. Żywiczne nuty i ziołowa, trawiasta goryczka.

Grażyna od kilku minut stała w progu kuchni i przypatrywała się z zaciekawieniem na swą drugą połowę. Janusz ochoczo wąchał piwo. Mlaskał po każdym łyku. Pierwszy raz od miesięcy zobaczyła jak on się uśmiecha. Ostatnio uśmiechnął się, gdy dostał kubek pasty bhp w gratisie. W zakładzie mu dali. Premia taka.

Piwo zniknęło z kufla szybciej niż zwykle. Janusz wstał z fotela, poszedł do kuchni, wziął z lodówki kawał kabanosa i rzucił na odchodnym: „Gówno nie piwo mi kupiłaś, gruba babo”. Grażyna mając w oczach widok z przed chwili uśmiechnęła się tylko pod nosem. Gdy mąż wyszedł z kuchni pociągnęła ochoczo kolejny łyk belgijskiego lambica. Zdzich jej przywiózł zza granicy. Z wypadu nad rzekę Zenne. Pod namiotem tam był. Z drugą kochanką.

 

 

 

avatar
Napisane przez

Majk