Hop Sasa, Hop Headzi

Na przeciwko domu mojej babci mieszkała kiedyś pewna starsza pani (nazwijmy ją panią Lewandowską), która wyglądała dokładnie tak samo jak babcia Hopsasa z etykiety alebrowarowej Hop Sasy (nadążacie?).

Pewnego dnia wybraliśmy się do jej domu z rodzeństwem. Właściwie rzecz biorąc to zostaliśmy tam przez nią zwabieni cukierkami. Kiedy czekaliśmy na nią w korytarzu moja siostra powiedziała mi, że pani Lewandowska zjada dzieci. Z uwagi na to, że drzwi były zamknięte na klucz uciekłem stamtąd przez okno. Moja siostra, która została wróciła zadowolona z moją porcją cukierków, a ja ze strachu straciłem na dwa tygodnie zdolność mówienia, ale zyskałem zdolność częstego wypróżniania się.

Okazało się, że jednak nie zjada dzieci i poza wadą wymowy (nie miała żadnych zębów) i dziwnym zapachem starych ludzi pomieszanym z kocim moczem była całkiem w porządku. Dziś na szczęście już nie żyje, więc myśli, które zawsze nawiedzały mnie kiedy ją widziałem („czy aby naprawdę nie zjada dzieci? a koty?”) już mnie nie nawiedzają.

Mylisz się Misiu. Babcia Lewandowska żyje. Łazi po piwnicach, otwiera leżakujące portery, wylewa zawartość, a za piwo wlewa zabarwione na ciemno siki kotów.

Przywołuję tę jakże interesującą Was historię, z dwóch powodów. Po pierwsze jak już wspomniałem ktoś z firmy tworzącej etykiety dla Ale Browaru także znał panią Lewandowską i postanowił ją umieścić na etykiecie (albo w nowej wersji na naklejce?) piwa Hop Sasa.

Po drugie, podobne odczucia jakie miałem w sieni pani Lewandowskiej targały mną kiedy usłyszałem, że Michał Saks chce uwarzyć piwo z solowym udziałem polskiego, Lubelskiego chmielu. Sądziłem, że wyjdzie z tego epilepsja (tzw. padaka), ale okazało się, że jak pisze na swojej etykiecie Alebrowar (jak to w ogóle pisać God damn it?! na etykiecie Ale i Browar jest oddzielnie, a „w kwitach” razem). Okazało się, że moje obawy były tak nieuzasadnione jak te polskich rolników przed wejściem do UE.

Polska wieś na której rośnie polski chmiel nie pachnie tak jak chcielibyśmy, żeby ów pachniał. Zazwyczaj wyczujemy tam gnój rozwożony przez miejscowych rolników, kurze/psie/kocie/krowie/świńskie/końskie/ludzkie odchody oraz podczas deszczu śmierdzącego i mokrego psa. Oprócz tego spaliny z Ursusów, wywożone nielegalnie szambo i całe mnóstwo Żul Headów (niektórzy z nich poświęcają swoje życia pasji, którą kochają i kultywują od lat). Poza tym wyczujemy pachnące na łące kwiaty i zioła, żywiczne lasy, wszelkiego rodzaju owoce rosnące w sadach, koszone w sierpniu zboża i radzieckie perfumy zionące od pań idących do kościoła (takich jak pani Lewandowska)

Hop Sasa jest stylem o nazwie Polish IPA i jest oparta jedynie na polskim chmielu, który ma oddawać to co w Polsce najlepsze. I faktycznie oddaje. Nie mamy więc prawie nic z tego co wypisałem powyżej. Napisałem prawie, bo wyczuwamy w nim wyraźną nutę ziołowo-żywiczną. Może się zdarzyć, że kiedyś przyjdzie Wam uciekać przez las przed goniącym Was seryjnym zabójcą, lub co gorsza, Dawidem Kwiatkowskim chcącym zaśpiewać Wam swoją piosenkę. Kiedy już mu uciekniecie i dojdziecie do wniosku, że go zgubiliście i zarazem wyjdziecie z lasu na łąkę, to proponuję Wam położyć się w trawie i wtedy dokładnie wyczujecie to co mam na myśli (wiem, bo sam niejednokrotnie uciekałem przed pracą jako mały dzieciak). 

No ja akurat Dawida lubię. Tańczy ładnie. Jest też na przykład Woliński Dawid. Nie napiłbyś się z nim? (no jakoś nie)

Oprócz tych znanych i lubianych aromatów pojawiają się słodkie owoce, które już z naszym krajem wiele wspólnego nie mają, ale kogo to obchodzi? Mango niezależnie od tego czy zerwane z krzaka czy kupione w Lidlu zawsze pachnie słodko i przyjemnie. Tak jak w tym piwie. Ponadto można wyczuć lekko likierową słodycz jakbyśmy mieli do czynienia z tworem o co najmniej dwuprocentowo wyższym stężeniu alkoholu.

W smaku jest już bardziej swojsko i mniej skomplikowanie. Na początku pojawia się ziołowa słodycz, która mija równie szybko co wakacje, ale tak samo jak one, pozostawia na końcu słodkie i zapamiętane na długo wspomnienia. Zaraz potem pojawia się wyraźna goryczka, która dobrze bilansuje pierwotną słodycz i pozostaje na dłuższą chwilę w ustach, ale nie jest zalegająca.

Rozumiem stanowisko Michała Saksa, który odpowiedzialny jest za uwarzenie „Pani Lewandowskiej”, kiedy mówił, że to właśnie Hop Sasa jest jednym z piw z których jest bardziej zadowolony. To zadowolenie może wynikać po prostu z faktu, że zrobił dobre piwo, lecz sądzę, że przede wszystkim z tego, że pokazał, iż polski chmiel także ma duży potencjał i można robić na nim świetne piwa. Polecam każdemu, żeby obok Hop Sasy nalał sobie do szkła np. King of Hop i sprawdził czy faktycznie chmiel amerykański bije na głowę chmiel polski. Ja uważam, że pod pewnym względami polski chmiel niczym nie ustępuje nowofalowym.

Browar: Alebrowar, uwarzono w browarze Gościszewo

Styl: Polish IPA

Wysokość ekstraktu: 14%

Zawartość alkoholu: 5%

IBU: 60

Piana: Drobno i średniopęcherzykowa, obfita

Barwa: Jasnozłota

Temperatura: 9 st. C.

Cena: 7,9 zł

 

SONY DSC SONY DSC

M.K.

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy