Piwne Freaki Rye India Pale Ale

Al Bam. Żytnie IPA. Browar Jana

Al Bam. Żytnie IPA. Browar Jana

Wpadam do sklepu, a tam Alban. Mówię, ooo, nie popuszczam. To prócz Scootera, mój ulubiony wykonawca. Coś jak Gang Albanii, czy Bracia Figo Fagot w dzisiejszych czasach. Alban na etykiecie ma do tego zajebisty wąs. Całość jest kozacka i jak to przystało na craftojanusza nie zainteresowały mnie szczegóły takie jak styl piwa, czy browar.

Z ostatnim zdaniem, to trochę poleciałem, bo wszystko co żytnie lubię, a i Browar Jana krzywdy mi do tej pory nie wyrządził.

zyt

Na etykiecie chmiel jakiś. „Zielony nabój”, „Green Bullet”, czy cuś. Nie znam. Ja to tylko Kaskejdy, Ekłinoksy, czy Simko. Spróbuję Ci ja grenbulleta. Z żytem w zasypie. Gęba mi się ucieszyła. To musi być dobre. No, ale zanim spróbowałem, to przelać musiałem. Przelałem więc i zobaczyłem bursztynowe piwo, lekko zmętnione, z wielką, gęstą i trwałą pianą.

Nie wiem, jakie zapachy ma wnosić w posagu wspomniany Green Bullet, ale piwo pachnie pieprzem, lasem, żywicą i karmelem. Pieprzenie w lesie, to pewnie od chmielu, w przeciwieństwie do karmelu. Pachnie to to, intensywnie i bardzo przyjemnie. A jak w smaku? Pierwszy łyk, to lekka zdziwka. Coś mnie szczypie w język. Przyprawy jakieś? Żyto? Jest też las, żywica. Ale szczypie. Pieprz jakiś? Jest też ziemistość. Oczywiście Alban nie byłby sobą, gdyby nie cytrusy. W smaku mamy grejpfruta, świeżego, lekko kwaśnego. Grejpfruta mamy też w goryczce. Pokaźnej, lecz nie zalegającej. Piwo jest wytrawne, choć słodycz w postaci karmelu tez się pokazuje. Fajnie uzupełnia te pipeprzno cytrusowne nuty. Bardzo miłe piwko. „It’s my life”, jak zaśpiewałby Dr. Alban.

avatar
Napisane przez

Majk