Piwne Freaki Roggenbier Szał Piw

A w głowie mam Szajbę

A w głowie mam Szajbę

Parafrazując w tytule motto jednego z browarów rzemieślniczych rozpoczynamy przygodę z jednym z ciekawszych ostatnio pitych piw. Jestę debilę więc spierdoliłem lekko akcję pijąc to piwo w jeden z wieczorów w tamtym tygodniu. Było bardzo miło, rześko i przyjemnie. Było jedynie 31 stopni o 21.30 wieczorem, więc w sam raz na owocowe, przyprawowe, dość gęste piwo :/ No ale debile tak mają, więc musicie mi wybaczyć.

Piwo nie posiada piany, ale za to wynagradza piękna, lekko czerwonawą barwą. Oglądając je czułem się równie miło, jak gimnazjalistki śliniące się przed szybą w Aparcie.  Laska na etykiecie, to ewidentnie dziewczyna jednego z poznańskich bonzów. Chodzi na Lecha, tańczy tyłem do boiska i napierdala ludzi po gębach. To opis dla tych, którzy nie potrafią czytać etykiet. Ci, którzy czytać potrafią zauważą , że Szajba przepasana jest delikatnym i nie rzucającym się w oczy napisem „na punkcie chilli”. Niby nic, a zmienia w tym piwie niemal wszystko. Otóż Szały Piw nie poskąpili, i naprawdę dowalili w to piwo chilli niczym Turas na Świętokszyskiej w stolicy dowala chilli do swych buł.  Cale szczęście, że piwo to nie piecze dwa razy, jak to ma w zwyczaju kebs o tegoż Turasa.

Chili czuć już w zapachu. Przewija się ono w fenolowym, lekko godźikowym aromacie. W zapachu piwo to sprawia wrażenie bardzo słodkiego, a tylko delikatna pieprzowość (chillowość) zdradza, że to nie będzie zwyczajna degustacja. Roggenbier jest w moim  odczuciu gatunkiem dość nudnym, napisałbym, że przeznaczonym dla tęczowych chłoptasi, lecz wyglądałoby to dziwnie w recenzji piwa pisanej przez fana heteroseksualnych pornoli. W Szajbie całą tę nudę Roggenbierową ładnie kontruje chilli. W smaku mamy banana, mamy fenolową owocowość. Mamy również lekki kwasek i słodową pełnię w postaci chlebowo żytnich posmaczków. Piwo w ustach jest aksamitne, lepkie. Pije się je równie przyjemnie, co owocowy kompot w domu starców (to komplement był). Słodką sielankę w każdym łyku przerywa porządne jebnięcie Szajby, w naprawdę ostrej postaci. Stąd nazwę go Saisonem, nie Roggenbierem i zamknę tym temat jego nijakiej delikatności.

Do Szajby pewnie nie wrócę, bo boje się babek, które sprawiają wrażenie, że to one wydupczyły by mnie, a nie ja wydupczyłbym je (tekst autorski, zakaz kopiowania;) ). Szajba jest piwem, które na pewno zapada w pamięci. Wielu osobom nie podejdzie, bo po roggenie spodziewają się czegoś innego. Inni będą ciumkać w paprykowym  zachwycie.

_DSC0750

avatar
Napisane przez

Majk