Jak

A Ty jak przeżyjesz zbliżające się EURO?

A Ty jak przeżyjesz zbliżające się EURO?

No dobra, dopadło i mnie. Pije to piwa, opisuję z różnym skutkiem, a wokoło szajba. Jadąc autem, słyszę w radiu, że Grosika boli już mniej. Noga boli. Znaczy kostka. Idąc ulicą widzę Pana RL przybijającego piąteczkę z Tomkiem Kotem (ten to jest prawdziwym kotem, szacun). Wszędzie piłka. Wszędzie piłkarze. I wiecie co? Ja się w to wpisuję. Ja chcę z tego czerpać garściami. Ja wiem, że balonik, że to, że tamto. Ale dlaczego mam przez najbliższe dni nie chodzić na dodatkowym kopie. Na dodatkowym, pozytywnym haju? Dlaczego nie żyć nadziejami? Dlaczego nie dać ponieść szybszemu biciu serca. Dlaczego, w niedzielę o 18 nie wykrzyczeć hymnu na całe gardło, wspólnie z milionami rodaków? Nie ważne, czy będą to Janusze, Zbyszki, Cześki, czy ktokolwiek inny. Będą to rodacy. Każdy na swój sposób będzie przeżywał tak samo.

Naprawdę, nie będzie to miało znaczenia, czy ktoś umie wymienić skład Polaków sprzed 20 lat, czy też zasiądzie do meczu w stanie alkouniesienia, które utrudni mu rozwikłać zagadkę pt. „Czy ja oglądam Małysza, czy piłkarzy?”. To wszystko nie ma znaczenia. Dla mnie nie ma. Ja będę cieszył się tym wydarzeniem. Co osiągniemy na Euro? Tego nie wiem. Jak go przeżyć? To wiem na pewno. W euforii. W radości. W święcie.

Na poprzednim Euro wyszło jak wyszło. Ale ja będę wspominał to wydarzenie do końca życia. Byłem na meczu z Ruskimi. Coś świetnego. Pomijam zadymy organizowane przez neandertalczyków. Z meczu wracałem z kumplem, a wraz z nami para Rosjan. Świetni ludzie. Zero agresji. Uśmiechnięci i radośni. Chwalili Polskę i Warszawę. Byli zachwyceni. O neandertalczykach nie wspominali. Byli ponad to. Euro to święto. I możecie nazywać mnie Januszem, a ja się będę z tego śmiał.

Pozdro dla Irlandczyków. Ci potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Oby tylko z małych rzeczy cieszyli się w niedzielę 😉

Rozumiecie o co chodzi? Co z tego, że Irole mają wielkie szanse na zebranie bęcków w trzech kolejnych meczach. Oni i tak będą dumni. Z samego awansu na turniej finałowy. Będą czerpali z turnieju garściami. Z każdej jednej minuty, z dziewięćdziesięciu minut każdego jednego meczu. Radość. Śpiewy. Piwo? Też będzie. Ale to nie ono będzie najważniejsze. Więź narodowa, która w kraju takim jak Irlandia jest tworem dość specyficznym. A jednak. Potrafią się bawić. Potrafią się śmiać i tańczyć. Razem, wspólnie. Zachęcam. Świetna sprawa. Wincyj tego u nas. A jak przytrafią się bęcki i do domu? Komuś muszą, wierzę, że tym razem tym kimś będą inni.

W 2012 Irlandczycy też gościli na Euro. Była to Irlandia nie ta co ta z niedzielnego spotkania. Była to Irlandia druga. Z południa. Zebrali tam okropne bęcki. Mniej więcej tydzień przed tym, jak 80 % z nas wyrzucało do kosza, połamane w złości narodowe flagi, porwane szaliki, czy inne gadżety, Irole z południa również żegnali się z turniejem. A ich kibice zrobili to tak. Uczmy się.

Na koniec kilka słów do piwnej braci. Jeśli jedziecie na festiwal piwny i on się kończy. Ten festiwal. To jesteście wściekli? Chcecie kogoś wieszać? Czy w złości wyrzucacie festiwalowe gadżety do kosza? Raczej nie. No to spróbujcie podejść tak do Euro. Z radością. Przed nami piękny czas. Czas, który jednoczy Polaków. Do tego dużo radośniejszy, niż inne zdarzenia nas jednoczące, jak wojna, czy katastrofa smoleńska. Cieszmy się tą jednością. A to czy ona potrwa, tydzień, dwa, czy miesiąc. To będzie już tylko wartość dodana.

avatar
Napisane przez

Majk