baby

6 porad dla piwnego smakosza.

Przeżywamy istny boom na smakowanie dobrego piwa. Zjawisko to porównać można tylko do jednej sytuacji która przypomina mi się z dzieciństwa. Pani Bożenka z przedszkola, zamiast cukru, dosypała do porannej bawarki proszku na przeczyszczenie. Ale był boom. Mówię Wam. Panie sprzątające nie mogły ogarnąć tematu przez dobre dwa tygodnie. Tutaj skala zjawiska jest o wiele większa. Tutaj nie pomogłaby połączone siły ekip sprzątających Leclerki w Lublinie, Radomiu i Sosnowcu na raz. Booom. Istny.

Ja również dałem się złapać. Zarówno na bawarkę w przedszkolu, jak i na boom piwny. Oczywiście, jak każdy człowiek obchodzący Święto Trzech Króli uważam się za speca w każdej dziedzinie. Patrząc z innej strony, pamiętam jeszcze czasy, gdy piwne sprawy, dziś oczywiste, kiedyś wcale takie oczywiste nie były. I nie będę pisał o siadaniu na otwartej butelce po imperialnym ajpieju, czy piciu perły ze słoika. To są sprawy oczywiste dla każdego przeciętnego smakosza ziemniaków ze schabowym.

W pewnym momencie piwo zaczęło być dla mnie czymś więcej niż co weekendowym ryciem papy. Wraz z tym przyszły pierwsze problemy. Wiecie jak to jest? Jeśli jeździsz pociągiem relacji Chełm – Kostrzyn, to masz dwa wyjścia. Albo masz wyjebane i srasz na ścianę w kiblu, jak wszyscy. Albo próbujesz wysrać się jak człowiek, a wtedy zaczynają się schody. Obsrane ściany zaczynają Ci przeszkadzać.

Tak samo jest z piwem. W pewnym momencie chcesz robić to lepiej. Wyciągać z tej zabawy coś więcej. No dobra. Szanowni. Panie, Panowie i tasiemce. Do rzeczy. Co poprawiłem w swoim podejściu do picia piwa i uważam, że może się to przydać i Wam.

1.Piwo piję tylko przelane do szkła.

I nie ma to znaczenia, czy jest to słoik po ogórkach kiszonych, czy kieliszek zajumany ze zlotu koneserów dobrych win. Oczywiście zakładam, że słoik umyłem. Piwo pijemy tylko ze szkła. Oczywiście. Są wyjątki. Jak jadę rowerem przez pustynię i widzę sklep. W sklepie tylko puszki. Wysublimowanych degustacyjnych kielichów brak. Wtedy piwo wypiję i z puszki… rowerem nie jeżdżę, więc po kłopocie.

2.Patrzę na daty ważności.

Patrzenie to ma dwie zalety. Po pierwsze. Piwo im świeższe, tym lepsze. I zapominamy tu a pasteryzacjach, filtracjach, czy innych marketingowych libacjach. Sprawa jest prosta. Dobre piwo, to takie piwo (w większości), w którym to chmiel gra główną wiolonczelę. A chmiel ma to do siebie, że niczym penis po stosunku, szybko traci swe walory.
Patrzenie na daty ma drugą zaletę. Można wyszarpać od sklepikarza „rabacik” za piwo po terminie. Tej opcji nie polecam. Zakładam, że nie sracie w pociągach po ścianach, więc zależy Wam na dobrym, nie tanim piwie. Czytaczy chcących kręcić tu burze o piwa mocne i ciemne oraz ich terminy. Dajmy spokój. To temat na oddzielną dyskusję.

3. Piwo przechowuję w dobrych warunkach.

Czyli tam gdzie będzie mu chłodno (poniżej dyszki) i ciemno. Miejscem idealnym byłby odbyt denata, ale ciężko jest znaleźć denata, którego odbyt spełni warunki porady drugiej. Drugą poradą jest pozycja przechowywania piwa. Jeśli nie sracie na ściany w pociągach, to polecam przechowywać piwo w pionie. Wiele razy wrzuciłem dobre piwo do lodówki między cebulę, a marynujące się śledzie. Upchnąłem na leżąco, bo łatwiej. Uwierzcie, że jeszcze wielej razy tego żałowałem. Nie ma nic gorszego, jak drożdżowe chłapcie oderwane od dna butelki i pływające nam w szkle. Kojarzą mi się z gównem noworodka pływającym w wodzie po kąpieli. Gorącej wodzie. Pozdrawiając wszystkich rodziców przejdźmy do punktu czwartego.

4. Czytam, czytam.

Wiem. To nie łatwe. Sam utknąłem w tym temacie gdzieś między „Dziadami”, a ulotką z pizzerii czytaną na kiblu. Ale etykiety staram się czytać. Dokładniej, czytam skład piwa. Wszelkiego rodzaju opowiastki zostawiam sobie na kiedyś. Skład piwa czytam zawsze. Wam też radze. Po pewnym czasie w płynny niczym płyn do mycia naczyń sposób przejdziecie do punktu 5, który brzmi, jak napisano.

5. Skupiam się.

Jeśli zakupiliście piwo po to, by się nim nacieszyć, skupcie się przy jego piciu. Zanim piciu, to wąchaniu. Coś jak podczas wciągania ostatnich „buchów” ze szklanej rurki w gimnazjalnej toalecie. Trzeba się skupić, by nie poparzyć języka. Tu jest podobnie. Skup się. Nazywaj aromaty i smaki, których doznajesz. Nawet nie wiesz kiedy zaczniesz kojarzyć chmiele, czy drożdże wyczytane w punkcie czwartym, ze smakiem i zapachem z punktu piątego. To mega frajda. Coś jak podpalanie mrówek w dzieciństwie, albo wakacje all inclusiv w Turcji.

W punkcie tym napiszę, że trzeba uważać. Po pewnym czasie skupianie się przestaje wystarczać. Zaczynasz notować, co wywąchałeś. Granica do uznania Cię za psychopatycznego wariata jest wąska. Jeśli już zaczynasz notować, rób to tak, by nikt normalny tego nie widział. Zwłaszcza jak wyskakujesz z ziomkami na pizzę. Wtedy sobie daruj.

6. Piję z umiarem.

Picie piwa z umiarem ma bardzo nieobliczalne skutki. Siedzi się później przed kompem i wypisuje dziwne rzezy na piwnych blogach. Ten punkt uprośćmy. Pijmy piwo tak, by sprawiało nam frajdę. Jak największą. Nie zapominajmy, że piwo właśnie po to zostało wynalezione. Pijmy je również tak, by sprawiało to frajdę naszemu otoczeniu. Tak będzie dobrze.

Jeśli okaże się, że liczba kliknięć w dziwne ikonki na fejsie, będzie większa niż liczba kliknięć w „X” na przeglądarce, to dopiszę kolejne punkty. Później kolejne. I kolejne. Na tę chwilę wiem o piwie troszkę więcej niż kolo ze zdjęcia o robieniu kupy, ale wszystko przed nami. Dzieci uczą się szybko. Wasze zdrowie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *